Posts Tagged With: Polacy w Ameryce Południowej

Wspaniałe miasto Amsterdam

Święta, święta i po świętach… Zawsze tak jest, choć tym razem miałem wrażenie, że dłużej mi zabrał dojazd niż same święta 🙂 Ale od początku…

Jak wiecie, wybrałem sobie ambitniejszą drogę do Polski na Wielkanoc, a mianowicie wziąłem nocny autokar z Londynu do Amsterdamu (Megabus). Podróż minęła szybko i w miarę wygodnie, bo do Brukseli nikt koło mnie nie siedział. Były tylko dwa małe zgrzyty, przeprawa promem i pewne pasażerki. Na prom wjechaliśmy ostatni, więc kiedy już weszliśmy na „salony”, mogłem zapomnieć o miejscu do siedzenia, bo wszędzie się pokładali ci, którzy na prom dostali się pierwsi. Nic to, znalazłem kawałek podłogi. Co do pasażerek… Usiadły za mną dwie Amerykanki i chyba bym zwariował, gdybym nie mógł słuchać muzyki, bo przez moment ich posłuchałem. Zmienię temat, zanim wyjdzie ze mnie cała niechęć do Amerykanów…

Dotarliśmy do Amsterdamu około 9 rano i szybciutko się władowałem do tramwaju, żeby dotrzeć na dworzec i zostawić plecak w przechowalni. Byłem wcześniej w Amsterdamie ale nie jechałem tramwajem, więc się zdziwiłem, kiedy w środku zobaczyłem budkę z panem sprzedającym bilety. Taki mini kiosk Ruchu, choć gazet niestety nie miał 😦

Muzeum i "Amsterdam"

Muzeum i „Amsterdam”

East Indiaman "Amsterdam"

East Indiaman „Amsterdam”

Muzeum Marynistyczne znajduje się jakieś 15 minut spacerkiem od stacji, więc szybciutko się tam doturlałem i zacząłem sycić oczy widokiem dawnego Arsenału i statku (East Indiaman) „Amsterdam”. Jest to replika, ale robi wrażenie. Wrak oryginału spoczywa na dnie u wybrzeży angielskich. Środek Muzeum również robi duże wrażenie, bardzo nowoczesne wnętrza, miła obsługa i… tyle. Byłem rozczarowany ilością niewykorzystanego miejsca. Może za często bywam w Muzeum Sikorskiego, które jest niemalże zagracone, ale w Amsterdamie przesadzili. Sala z globusami była świetna. Spędziłem tam ponad pół godziny podziwiając te arcydzieła z XV i XVI wieku. Znalazłem nawet Rzeczpospolitą na jednym, ale zdjęcie mi wyszło niewyraźne. Zapewne ze względu na globusy, panował tam półmrok. Rozczarowanie moje jest spowodowane tym, że przecież Holandia kiedyś królowała na morzach. Straciła to panowanie na rzecz Royal Navy, ale jest się czym chwalić, a Muzeum sprawia wrażenie niedokończonego projektu. Globusy, statek i różne przyrządy używane kiedyś na żaglowcach na szczęście sprawiły, że nie żałuję wizyty (zwłaszcza zaglądania w każdy zakamarek statku), ale w moim rankingu dalej na pierwszym miejscu jest Muzeum Marynistyczne w Madrycie, w którym byłem dwa razy i za każdym razem szczęka mi opadała.

Globusiki

Globusiki

Ozdóbki

Ozdóbki

To nie ozdoby - to sondy ręczne (ołowianki) do pomiaru głębokości. W tę dziurkę nakłada sie łoju, do którego  przykleja się podłoże i mamy rozeznanie jaki rodzaj dna morskiego jest pod kadłubem (piasek, glina, muszelki, itp.)

To nie ozdoby – to sondy ręczne (ołowianki) do pomiaru głębokości. W te dziurki nakłada sie łoju, do którego przykleja się podłoże i mamy rozeznanie jaki rodzaj dna morskiego jest pod kadłubem (piasek, glina, muszelki, itp.)

Po muzeum miałem jeszcze czas na małe zwiedzanie, bardzo przyjemną 😉 pogawędkę w pubie z dwoma Norwegami i musiałem się zbierać do Jana Kiepury i ruszać nach Posen! gdzie się przesiadłem na pociąg do Wrocławia. Pociąg, mimo że jedzie przez pół Europy (i to tej lepiej rozwiniętej) od razu mnie wprowadził w polskie realia, ale starczy już tego narzekania.

W czasie zwiedzania Muzeum moja wyobraźnia chodziła na najwyższych obrotach i widziałem siebie na pokładzie statku, patrzącego na wyłaniający się z mgły zarys lądu… Myślę, że wszystkie przeczytane relacje podróżnicze pomieszane z twórczością Conrada zrobiły niezłą sieczkę z mojego mózgu 🙂

Krzysztof Arciszewski

Krzysztof Arciszewski

Nie może się oczywiście obyć bez polskiego śladu, a któż może się nam bardziej kojarzyć z Holandią niż Krzysztof Arciszewski (herbu Prawdzic). Urodzony 9 grudnia 1592 w Rogalinie kształcił się w szkołach ariańskich, a od 1619 służył na dworze Krzysztofa Radziwiłła. Pewnie zostałby w kraju, gdyby nie zabójstwo imć Brzeźnickiego, prawnika, który podobno zawładnął dobrami ojca Krzysztofa, Eliasza, a procesy, które po tym nastąpiły zrujnowały Arciszewskich. Krzysztof postanowił sam wyrównać rachunki i zastrzelił pana Brzeźnickiego, za co spotkała go infamia i banicja. Osiadł w Holandii, gdzie, korzystając ze wsparcia Radziwiłła, podjął studia w zakresie inżynierii wojskowej, artylerii i nawigacji. Wziął udział w wojnie trzydziestoletniej (1618-48). Przeniósł się do Francji, gdzie m.in. walczył dla kardynała Richelieu. W 1629 roku zaciągnął się na służbę holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej i został wysłany do Brazylii gdzie walczył z Hiszpanami i Portugalczykami (we wspomnianym muzeum w Madrycie można zobaczyć oryginalny Traktat z Tordesillas, podpisany w 1494r., dzielący nowoodkryty świat między Hiszpanię i Portugalię – w wyniku tego podziału Brazylia przypadła Portugalii). Wracał jeszcze dwukrotnie do Brazylii, zdobył twierdze Arrayal i Porto Calvo, dosłużył się generała a potem admirała, był wicegubernatorem i wodzem naczelnym wojsk holenderskich w Brazylii. Niestety nie układała mu się współpraca z gubernatorem de Nassau i w końcu podał się do dymisji. Pomimo natłoku obowiązków, Arciszewski znalazł czas na wykonywanie prac kartograficznych i zbieranie wiadomości na temat plemienia Tupi. Miał zamiar te informacje opublikować. Bardzo dobrze też traktował Indian, na których się natknął, nawet tych, którzy zmuszani byli walczyć dla Portugalczyków. Był pierwszym polskim kartografem i etnografem na kontynencie. W internecie można znaleźć pamiętnik napisany przez Arciszewskiego, bardzo ciekawa lektura.

W 1646 roku wrócił do Polski i przyjął od Władysława IV dowództwo artylerii królewskiej, walczył z Tatarami i Kozakami. Generał Arciszewski pojawił się nawet na stronach Ogniem i Mieczem, kiedy to Chmielnicki nadciąga na Lwów, z którego Wiśniowiecki uszedł. Arciszewski dowodził obroną miasta, a następnie dowodził artylerią królewską w odsieczy Zbaraża.

W 1650 roku podał się do dymisji i sześć lat później, 7 kwietnia, zmarł i został pochowany w Lesznie. Poza pamiętnikiem pozostawił po sobie rozprawę medyczną, wiersze i podobno całkiem niezłe portrety.

Tak więc wychodzi na to, że rzeczywistość mnie trochę rozczarowała. Muzeum warto zobaczyć, ale chyba nie opłaca się przyjeżdżać do Amsterdamu tylko po to. Zadowolony jednak jestem i miałem wielką frajdę podróżując 40 godzin zamiast lecieć dwie godziny 🙂

Bibliografia:

W. Słabczyński, Polscy podróżnicy i odkrywcy, Warszawa 1988, ss. 428.

H. Sienkiewicz, Ogniem i Mieczem, Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Kraków 2007, ss. 528.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Arciszewski

Reklamy
Categories: Biogramy, Podróż, Różności | Tagi: , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

„Jerzy”

Bardzo często zadziwia mnie „żywotność” ludzi, którzy przeszli przez piekło Drugiej Wojny Światowej, jakby te okropieństwa, które widzieli w czasie wojny, dały im chęć do życia. Ja poznałem w Instytucie kilkoro 90-latków, Jan Nowak-Jeziorański dożył 91 lat, Generał Maczek 102 lat, a Jan Karski „jedynych” 86 lat 🙂 Duże znaczenie zapewne ma fakt, że dorastali w o wiele zdrowszym otoczeniu. Powietrze było czystsze, żywność zdrowsza – niewielu z nas grozi dożycie 90-tki.

Bohater dzisiejszego posta żył 78 lat, ale wydaje mi się, że miał bardzo udane życie. Ale od początku.

Ryszard Białous, "Jerzy"

Ryszard Białous, „Jerzy”

Ryszard Mieczysław Białous („Jerzy”, „Taran”) urodził się 4 kwietnia 1914 roku w Warszawie (wciąż w Imperium Rosyjskim). Od dziesiątego roku życia należał do 6. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Gen. Henryka Dąbrowskiego, gdzie przeszedł wszystkie stopnie od Młodzika a od 1936r. pełnił funkcję komendanta Hufca „Powiśle”. Ukończył Gimnazjum im. Św. Stanisława Kostki, gdzie uzyskał świadectwo dojrzałości w 1932 roku. Wstąpił na Uniwersytet Warszawski, Wydział Matematyczno-Przyrodniczy, skąd się przeniósł rok później na Architekturę, na Politechnice Warszawskiej. W 1936r. uzyskał z wynikiem dobrym tytuł inżyniera. Rok później przerwał studia, powołany został do Centrum Wyszkolenia Saperów w Modlinie i w 1938r. skończył z II lokatą Szkołę Podchorążych Rezerwy Saperów, uzyskując stopień plutonowego podchorążego saperów. Wrócił na uczelnię, jednak już w marcu 1939r. został powołany do służby czynnej jako saper w w 8 Dywizji Piechoty w Modlinie.W czerwcu zwolnił się na własną prośbę, aby uzyskać absolutorium na Politechnice Warszawskiej i wziąść ślub z Krystyną Błońską. Nie było mu dane długo się cieszyć małżonką, bo już 1-go sierpnia powrócił do 8 Dywizji Piechoty jak dowódca plutonu saperów. We Wrzeźniu stosując działania opóźniające dotarł do Warszawy, gdzie wziął udział w obronie Warszawy. 19.09. został ranny w obie nogi.

Po powrocie do zdrowia zaangażował się w działalność konspiracyjną ZO (Związek Odwetu – organ wydzielony z ZWZ – Związku Walki Zbrojnej). Jesienią 1942r. po utworzeniu Grup Szturmowych i KEDYW-u (Kierownictwo Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej) zostaje dowódcą 300-osobowego Oddziału Specjalnego „Jerzy”. Jego zastępcą był Tadeusz „Zośka” Zawadzki, dowódca grupy „Atak” w trakcie Akcji pod Arsenałem, który zginął w ataku na strażnicę Grenzschutz i na cześć którego nazwany został Batalion „Zośka” (1 września 1943 roku).

Odznaka Batalionu "Zośka"

Odznaka Batalionu „Zośka”

W czasie Powstania Warszawskiego Batalion „Zośka”, jako część brygady dywersyjnej „Broda 53” przeszedł najcięższy szlak bojowy, walcząc na Woli, Starym Mieście i Czerniakowie. Po jego upadku „zośkowcy” przedostali się kanałami na Mokotów, a po kapitulacji tej dzielnicy – do Śródmieścia. Nieliczną grupę „Jerzy” przeprowadził naziemnie do Śródmieścia Południe. Straty batalionu wyniosły około 350 żołnierzy. Za swoje czyny „Jerzy” otrzymał trzykrotnie Krzyż Walecznych oraz Order Virtuti Militari V klasy.

Ryszard Białous w 1. SBS

Ryszard Białous w 1. SBS

Po Powstaniu trafił do obozów jenieckich w Bergen-Belsen, Gross-Born i Sandbostel. Po uwolnieniu został dowódcą plutonu opieki w 1. Samodzielnej Brygadzie Spadochronowej organizując Klub Oficerski i szkołę dla żołnierzy. Zdecydował się zostać na Zachodzie, słysząc jak Sowieci traktują AK-owców. Wrócił jednak do kraju w 1946r. razem z transportem darów i tym samym konwojem wywiózł z kraju żonę i dzieci oraz kilkunastu towarzyszy broni. W 1947r. zamieszkał w Londynie, drażnił go jednak wyniosły stosunek Anglików do Polaków i Polski. Za namową znajomego postanowił się przenieść do Argentyny.

Karta Ewidencyjna

Karta Ewidencyjna

9 lipca 1948r. wylądował w Buenos Aires, które pod rządami generała Perona było areną strajków i walk ulicznych. To było powodem przenosin wraz z rodziną na zachód, do miejscowości Quillen w prowincji Neuquen. Wraz ze znajomym z 1. SBS uruchomił fabrykę domów, która wkrótce splajtowała. Niezrażony niepowodzeniem użył swoją wiedzę i doświadczenia przy budowie dróg i mostów. Zaprojektował i nadzorował budowę lotniska w Quillen. W 1961 przenosi się do miejscowości Zapala, żeby umożliwić swoim dzieciom dostęp do edukacji. Dwa lata później dostał od rządu zlecenie na zaprojektowanie i wybudowanie uzdrowiska w Caviahue, przy granicy z Chile. Został dyrektorem technicznym Zarządu Turystyki i Uzdrowisk, następnie dyrektorem generalnym Służby Hydrologicznej i Energii Elektrycznej. Podlegała mu całkowicie sieć wodna, wodociągi oraz produkcja i dystrybucja elektryczności. W latach 1966-1969 był dyrektorem realizacji projektów z ramienia Ministerstwa Budownictwa prowincji Neuquen. Jako dyrektor firmy „Adelphia” przez kolejne dwa lata budował linię przesyłową elektroenergetyczną, drogę w górach, gazociąg. Od 1976 r. dodatkowo mianowany został dyrektorem Uzdrowisk Termalnych. Udzielał się w Związku Polaków w Argentynie, czynnie działał w organizacjach kombatanckich. W Patagonii założył pierwszy w Argentynie klub biathlonowy. Był aktywnym narciarzem i alpinistą. Wspinał się w Andach, zdobywając kilka dziewiczych szczytów. Odwiedził Polskę tyko raz w 30-tą rocznicę wybuchu Powstania. W trakcie tej wizyty odwiedził rodzinę, szlak bojowy „Zośki” i groby kolegów.

Ośrodek w Caviahue jest dziś bardzo popularny w Argentynie

Ośrodek w Caviahue jest dziś bardzo popularny w Argentynie

Zmarł 24 marca 1992 roku i został pochowany na cmentarzu w Neuquen. Postaram sie odnaleźć Jego grób, kiedy będę w Argentynie.

Co prawda nie był zesłany tak jak Bronisław Piłsudski, jednak pan Ryszard również zwrócił się w stronę antropologii (piękna kontynuacja XIX-wiecznych polskich tradycji naukowych). Mianowicie zamieszkał on z rodziną na terenie należącym do plemienia Araukanów (oni sami nazywają siebie Mapucze – Ludzie Ziemi). Białous był założycielem Towarzystwa Araukańskiego. Studiował ich zwyczaje, język i podania – stał się znawcą kultury Mapucze i posiadał sporą kolekcję artefaktów. Myślę, że był pod wrażeniem faktu, iż Mapucze nie dali się podbić Inkom i Hiszpanom i dopiero wojska chilijskie zadały im klęskę. Czyżby swoją hardością przypominali mu Warszawiaków?

Indianie Mapucze (Araukanie)

Indianie Mapucze (Araukanie)

Bibliografia:

N. Davies, Powstanie ’44, Wydawnictwo „Znak”, 2004, ss. 958.

K. Utracka, Poległym chwała, wolność żywym. Oddziały Walczącej Warszawy, Warszawa 2005, ss. 70.

http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Ryszard_Bialous

http://histmag.org/Ryszard-Bialous-ps.-Jerzy-2851

Categories: Biogramy | Tagi: , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Na ratunek żubrom

Pamiętacie zapewne sylwetkę Konstantego Jelskiego, opisaną w jednym z poprzednich postów. Otóż jego współpraca z Gabinetem Zoologicznym w Warszawie była tak owocna, że kiedy Konstanty przerwał swą współpracę z Gabinetem, szybko zapadła decyzja, aby wysłać tam kolejnego naukowca, który by kontynuował badania. Naukowiec ten jest bohaterem dzisiejszego posta.

Jan Sztolcman

Jan Stanisław Sztolcman urodził się 19 listopada 1854 roku w Warszawie. Po ukończeniu gimnazjum rozpoczął w 1872 roku studia zoologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. W tym też roku związał się z Gabinetem Zoologicznym, skupiającym wielu naukowców. Został asystentem opiekuna Gabinetu, Władysława Taczanowskiego, któremu pomagał m.in. w preparowaniu ptaków nadsyłanych przez Konstantego Jelskiego. Mecenat finansowy sprawowali hr.Aleksander i Konstanty Braniccy, ten ostatni sfinansował również wyprawy Jelskiego.

Kiedy w 1875 roku Jelski zakończył swoją współpracę z Gabinetem, Sztolcman porzucił studia i wyruszył do Peru. Jako bazę wypadową do wypraw obrał Sztolcman Limę. Wyprawy te obejmowały tereny Peru i Ekwadoru. W trakcie tych wypraw odkrył Sztolcman cztery nowe gatunki ptaków i opisywał plemiona indiańskie. Jako jeden z pierwszych zoologów i Polaków opisał kolibry.

W 1881 Sztolcman powrócił do kraju, ale już w następnym roku wyjechał do Ekwadoru, obierając miejscowość Guayaquila jako swoją bazę, skąd wybierał się na wyprawy badawcze w głąb kraju. Towarzyszył mu w tych wyprawach Józef Siemiradzki (geolog i paleontolog), któremu zawdzięczamy relacje z tych wypraw. W tym samym roku doszło do bardzo miłego wydarzenia. Poznali mianowicie obaj panowie Ernesta Malinowskiego (budowniczego Centralnej Kolei Transandyjskiej i bohatera narodowego Peru), z którym spędzili Wigilię. Jeśli ktoś spędził Święta Bożego Narodzenia poza domem, to wie, jak przygnębiające to jest. W trójkę na pewno było raźniej. Do postaci pana Malinowskiego jeszcze powrócę.

Sztolcman (po lewej) i Siemiradzki oraz pies Sztolcmana Dżok. Forografia zrobiona w 1883 roku w Ekwadorze.

W 1884 roku Sztolcman powrócił do Warszawy, gdzie trzy lata później objął kierownictwo nowozałożonego Muzeum Zoologicznego Branickich, przekształconego w 1919 roku w Państwowe Muzeum Zoologiczne. Pracując w tej instytucji uzyskał tytuł docenta i profesora geologii i paleontologii.

W 1899 roku założył i redagował do końca swego życia czasopismo „Łowiec Polski”. Założył również Towarzystwo Kynologiczne.

Wydanie Łowca Polskiego

W 1901 roku wziął Sztolcman udział w wyprawie badawczej do Sudanu.

W 1923 roku został Jan Sztolcman delegatem Polskiej Państwowej Komisji Ochrony Przyrody na Międzynarodowym Kongresie Ochrony Przyrody w Paryżu. Tam, opierając się na doświadczeniach Ligi Ochrony Bizona Amerykańskiego, przedstawił projekt ratowania żubrów od zagłady. Projekt się spodobał i w tym samym roku powstało Międzynnarodowe Towarzystwo Ochrony Żubra. Był to ostatni dzwonek, ponieważ w tamtym czasie żyło około 50 żubrów na całym świecie i to tylko w niewoli (ostatni wolno żyjący żubr został zabity w 1919 roku). Obecnie populacja żubrów liczy około 3 tysięcy osobników na całym świecie.

Dzięki Sztolcmanowi możemy wciąż podziwiać te piękne zwierzęta.

Pomimo, że był Sztolcman bardzo zajętym człowiekiem, znalazł czas, aby  od 1924 roku prowadzić wykłady z łowiectwa w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Od 1926 roku był również członkiem Państwowej Rady Ochrony Przyrody.

Jan Sztolcman zmarł 29 kwietnia 1928 roku i został pochowany w Wilanowie.

Poza uratowaniem żubra, pozostawił Sztolcman po sobie prawie 370 publikacji, które się ukazały w Polsce, Francji, Anglii, Niemczech i Rosji. Jego nazwiskiem nazwano wiele gatunków ptaków i zwierząt. Należy do jednych z najbardziej zasłużonych badaczy Ameryki Południowej.

Categories: Biogramy | Tagi: , , , , , , , , | Dodaj komentarz

A imię jego łapiący pająki…

Dzisiejszy post będzie o postaci mało znanej, chyba że ktoś jest zapalonym zoologiem… Mowa będzie o Konstantym Jelskim, zoologu i podróżniku.

Konstanty Roman Jelski urodził się 17 lutego 1837 w majątku rodziców we wsi Łada, guberni mińskiej,  parafii Śmiłowicze. Rodzice jego, Michał i Klotylda (siostra Stanisława Moniuszki – kompozytora) byli zamożni, co znacznie ułatwiło edukację młodego Konstantyna.

Konstanty Jelski

Po ukończeniu gimnazjum w Mińsku, rozpoczął Konstanty studia w Moskwie na fakultecie medycznym skąd, po trzech latach przeniósł się do Kijowa na fakultet przyrodniczy. Jak się przekonacie, wiek XIX obrodził wieloma wybitnymi polskimi naukowcami. Niestety, droga do kariery naukowej w tamtych czasach musiała prowadzić przez uniwersytet któregoś z zaborców, ale na uwagę zasługuje fakt, że rodacy nasi wykorzystywali sposobność, aby uzyskać wykształcenie, nie dając się przy tym zrusyfikować czy zgermanizować. Jak ciężkie jest to zadanie, widać wyraźnie w dzisiejszym Tybecie, gdzie około 50% Tybetańczyków jest analfabetami, a wg Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, prowadzona polityka oświatowa w Tybecie jest „asymilacyjna”… Brzmi znajomo, nieprawdaż?

Ale wracając do Konstantego, w 1858 obronił pracę „O tchawicy ptaków” i uzyskał, wraz ze złotym medalem, tytuł magistra. Przez pewien czas pracował jako konserwator gabinetu zoologicznego, a w 1863 roku zaproponowano mu wykłady z zoologii na Uniwersytecie Kijowskim, ale Konstanty nie czuł się na siłach i odmówił. W celu dalszej nauki zamierzał udać sie do Niemiec, ale wylądował w… Turcji, gdzie m.in. wykonywał tak ambitne zajęcia, jak kolorowanie map przeznaczonych do szkół. Nie wiadomo za bardzo jaki wpływ na Konstantego miał wybuch Powstania Styczniowego.

W 1865 roku dostał się do Paryża skąd pod koniec lipca udał się na pokładzie „Amazonki” do Gujany Francuskiej. Jak fanatycznym zoologiem był Konstanty, możemy sie dowiedzieć, czytając jego „Popularno-przyrodnicze opowiadania z pobytu w Gujanie francuzkiej i po części Peru:  (od r. 1865-1871)”. Przeżywał  prawdziwe katusze, kiedy pierwszego dnia postoju na Maderze nie pozwolono mu zejść na ląd, a przecież „Gatunki owadów i ślimaków wyspy Madery nie znajdują się nigdzie indziej…”.

Pocztówka z Gujany z tamtego okresu

W Gujanie spędził ponad cztery lata, po czym udał się do Peru, gdzie został przez następne dziesięć. Od 1868 roku dostawał Konstanty wsparcie od hr. Konstantego Branickiego (podróżnika, przyrodnika, sponsora wypraw) , który chciał, aby Jelski udał się bardziej w głąb Ameryki Południowej i  żeby przesyłał zbiory do Polski. Dzięki tej współpracy wiele pięknych okazów świata zwierzęcego i roślinnego trafiło do Warszawy i Krakowa. Zbiory te dostarczyły materiału naukowego dla wielu prac naukowych. Samych okazów pająków z Peru przysłał Konstanty ponad 300 (trzysta) gatunków…

Okazy ptaków wysłane przez Jelskiego

Myślał też Konstanty o ożenku, starał się podobno nawet o jakąś Peruwiankę, ale nic z tego nie wyszło. Ożenił się dopiero po powrocie do kraju, z kuzynką swoją Heleną Korsakówną. Przyjął tez posadę kustosza zbiorów przyrodniczych Akademii Umiejętności. W celu wspomożenia budżetu domowego, Konstanty często wyjeżdżał do Francji czy Dalmacji (teren dzisiejszej Chorwacji) po rozmaite okazy, które potem odsprzedawał. Podobno gdyby nie musiał się skupiać na pracy zarobkowej, napisałby wiele dzieł naukowych. Był również wynalazcą – wyrabiał tusz chiński, który podobno niczym nie odbiegał od oryginału, a jego wina owocowe były tak wyśmienite, że nie sposób było odgadnąć, z jakich owoców były zrobione 🙂

Wysłał też Jelski setki storczyków do kraju

Zmarł Konstanty dosyć młodo, bo mając lat 58. Dostał silnego ataku apoplektycznego, ale nie posłuchał zalecenia, żeby zostać w łóżku, bo przecież „tyle było do zrobienia”. Atak sie powtórzył i 26 listopada 1896 roku Konstanty Jelski zmarł.

Konstanty Jelski oddał wielkie zasługi polskiej nauce. Okazy zebrane przez niego były ozdobą Muzeum Zoologicznego w Warszawie, odkrył wiele nowych gatunków a zbiory jego posłużyły całym pokoleniom młodych naukowców polskich i zagranicznych. Jego pozycja w zoologii jest niezachwiana i jest on kolejnym przykładem polskiego wkładu w światową naukę.

Categories: Biogramy | Tagi: , , , , , , , , | 2 Komentarze

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: