Podróż

Czas pożegnać Masajów

Ostatnim punktem programu przed powrotem do Aruszy była ceremonia zamknięcia projektu. Niestety w ten sam dzień odbywał się pogrzeb, na który udała się znaczna liczba mieszkańców ale i tak sporo osób przybyło na naszą „imprezkę”, wliczając Starszyznę i lokalnego polityka. Ceremonia odbyła się w pobliżu drzewa uznawanego przez Masajów za święte. Jest to odmiana figowca (ficus natalensis), nazywana lokalnie mutuba (ciekawostka – z drzewa tego pozyskiwana jest kora, z której wyrabia się tkaninę, często noszoną przez Bugandczyków i często z wizerunkiem króla Bugandy – kabaki. A na dwór kabaki Daudi Chwa Drugiego trafił… Tomek Wilmowski wraz z przyjaciółmi. Nie mogłem się powstrzymać 😉 ).

kabaka

A tak wyglądał kabaka, mniej więcej w tym czasie kiedy Tomek odwiedził Bugandę

Czytaj dalej

Reklamy
Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z wizytą u Masajów

Opisałem już wizytę w Tengeru i safari. Sporo się działo, a to były tylko dwa dni w Afryce… Po powrocie z safari zapoznaliśmy się przy kolacji z paniami ze Szwecji, z którymi mieliśmy spędzić następne pięć dni i zaplanowaliśmy następny dzień. A dzień zaczęliśmy od szybkiego śniadania po czym dwa Land Rovery przybyły. Załadowaliśmy bagaże i pojechaliśmy na zakupy. Musieliśmy zrobić zapasy na cały tydzień. Robiąc zakupy, najpierw w supermarkecie a później na targowisku, poczułem sie trochę jak podróżnik przygotowujący się do wyprawy w XIX wieku. Wiem, że trochę przesadzam, ale gdyby zabrakło nam wody, ktoś musiałby latać do studni rano i gotować wodę. Bedąc jedynym mężczyzną w grupie, chyba wiadomo na kogo spadłoby to niewdzięczne zadanie 😉 Dlatego ważne było, żeby kupić wszystko z listy. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Tengeru

Chyba najbardziej emocjonalnym momentem w Afryce była dla mnie wizyta na Cmentarzu Polskim w Tengeru. Tengeru jest oddalone od Aruszy o jakieś 20 minut jazdy (trochę dłużej teraz w związku z budową nowej drogi). Z Aruszy wzięliśmy matatu, lokalny środek transportu, małe furgonetki, bogato zdobione (często w barwy klubów angielskich), w które upychają ludzi na maksa. System jest prosty ale skuteczny. Vany operują według danej trasy. Załoga składa się z kierowcy i „naganiacza”, który to wypełnia samochód i pobiera opłaty. Nie ma wytyczonych przystanków, matatu wszędzie się zatrzyma 🙂

img_2357

Zdjęcie rozmazane ale trzęsło strasznie

Przyjemność ta kosztowała 500 szylingów od osoby czyli jakieś 90 groszy. Ze skrzyżowania z główną drogą wzięliśmy taksówkę za 10 tysięcy szylingów (18 złotych) co nie było wygórowaną ceną, bo kierowca zawiózł nas na cmentarz, poczekał aż sobie wszystko obejrzę i odwiózł nas z powrotem do skrzyżowania gdzie znowu zapakowaliśmy się do matatu. Byliśmy małą atrakcją, bedąc jedynymi białymi w matatu. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Safari

Podstawą gospodarki jest rolnictwo jednak dochody z turystyki są bardzo ważnym źródłem dochodu dla mieszkańców i rządu Tanzanii. Kenia jest wzorem do naśladowania jeśli chodzi o turystykę. Infrastruktura tam jest bardziej rozbudowana, prawie każdy  mówi po angielsku, Kenijczycy z dumą mówią, że wyprzedzają Tanzanię o 20 lat. I mimo że Zjednoczona Republika Tanzanii (utworzenie Tanzanii nastąpiło w wyniku połączenia brytyjskich kolonii Tanganiki i Zanzibaru, stąd też nazwa) jest młodsza tylko o rok od Kenii (zainteresowanych procesem odzyskiwania niepodległości przez państwa w Afryce odsyłam do Ryszarda Kapuścińskiego – warto!) róznica w postępie jest widoczna gołym okiem. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Marcin przybywa do Afryki…

W serii krótkich wpisów mam zamiar opisać moją wizytę w Afryce Wschodniej. Mimo że to nie pierwsza wizyta w Afryce (odwiedziłem Maroko w 2013), to jednak ta część Afryki pobudza wszystkie moje zmysły. Arabowie, Portugalczycy, Brytyjczycy odcisnęli swoje piętno na tej części kontynentu. To tu buszowali Speke, Livingstone i Stanley, sadziła kawę Karen Blixen z Pożegnania z Afryką. No a poza tym przynajmniej kilka osób z mojego pokolenia chciałoby ruszyć śladami Tomka Wilmowskiego 🙂 Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Polacy z Santa Rosy

Z okazji ostatnich Świąt Narodowych a także siedemdziesiątej rocznicy zdobycia Monte Cassino przez 2 Korpus Polski czas na wpis historyczny. Jak zapewne wiecie, wraz z Armią Andersa opuściło ZSRR kilkadziesiąt tysięcy cywilów, wśród nich sporo dzieci i sierot, coś trzeba było zrobić z nimi. Cywile nasi byli rozlokowani w tak egzotycznych miejscach jak Iran (w Muzeum Sikorskiego w Londynie można podziwiać dywan perski, utkany przez polskie sieroty w 1943 roku w Isfahanie – dar dla generała Andersa), Afryka, Indie czy… Meksyk. I o meksykańskim rozdziale będzie dzisiaj mowa. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , | 2 Komentarze

Nowa nadzieja…

Czas najwyższy zacząć nadrabiać zaległości, a że to niedziela, ciąży więc na mnie niejako obowiązek wywiązania się ze złożonej obietnicy. Tytuł wpisu wyraża nadzieję na to, że autor weźmie d..ę w troki i zacznie regularnie blogować 🙂

Wracamy dzisiaj do Meridy (po raz kolejny), a dokładniej do ruin znajdujących się w pobliżu. Mowa o Mayapan.Wyprawa do tych ruinek była jedną z najprzyjemniejszych dotychczas. Złożyły się na to 4 czynniki: moją bazą wypadową była Merida, którą uwielbiam, cały koszt wyprawy (transport, wstęp) zamknął się w 76 pesetach, miałem całe ruinki niemalże wyłącznie dla siebie i można było się wspiąć na każdy budynek. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Znowu ten Meksyk…

Autobus do Valladolid (oczywiście drugiej klasy) jechał 3,5 godziny. Nasz gospodarz z CS odebral nas z dworca i zabrał do swojej restauracji, chociaż określenie wiejska gospoda bardziej by pasowało (albo piątkowa dyskoteka w remizie). Był piątek, godzina 16, knajpa pełna w połowie, pan przygrywał smętne miłosne piosenki na klawiszach, jakaś podstarzała parka nieudolnie pląsała w pobliżu, stoliki były okupowane przez panów, którzy chyba akurat byli na przepustce z więzienia, a ich towarzyszki chyba się wzmacniały przed rozpoczęciem zmiany w najstarszym zawodzie świata… Staropolskie słowo „żulernia” doskonale pasuje do opisania tego lokalu 🙂 Niestety nie zaryzykowałem wyjęcia aparatu w tym miejscu… Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , | 2 Komentarze

Viva Mexico Cabrones!

Mam małe opóźnienie, ale nie martwcie się, aż tak dużo się nie działo 🙂 Musiałem wziąć przerwę od podróżowania i pobyczyć się na plaży – wróciłem m.in. na wyspę Holbox, ale tym razem miałem słońce przez cały tydzień. Pewnie jeszcze tam wrócę. Ale do rzeczy, biorąc pod uwagę, że już od 10 dni jestem w Stanach, czas najwyższy nadrobić zaległości.

W Meridzie zatrzymaliśmy się u Cristiny z Couchsurfingu. Mieliśmy tylko chwilę, żeby rzucić okiem na układ miasta, który to widziałem powielony w wielu miastach i miasteczkach meksykańskich, które były założone przez Hiszpanów. W centrum zawsze jest duży plac, po jednej stronie którego stoi kościół, a po drugiej zazwyczaj budynek, nazwijmy go, administracji publicznej. Od placu odchodzą ulice, krzyżujące się pod kątem prostym i dzielące przylegający do placu teren na równe kwadraty. Miasta tak zakładane mają to do siebie, że są bardzo łatwe w nawigacji. Cancun, które było zbudowane w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jest bardzo chaotyczne. Często wzdłuż placu znajdowały się kamienice szlachty hiszpańskiej, w przypadku Meridy była to rodzina Montejo, której to przedstawiciel, Francisco de Montejo y León („el Mozo”) założył Meridę w 1542 na miejscu miasta Majów T’Hó. Zwiedziliśmy kamienicę Montejów, którzy to zamieszkiwali tę posiadłość do lat 70-tych ubiegłego wieku. Sami oceńcie na jakim poziomie żyli potomkowie konkwistadorów.

Katedra Św. Ildefonsa - pierwsza w Nowym Świecie (pomijając basen Morza Karaibskiego)

Katedra Św. Ildefonsa – pierwsza w Nowym Świecie (pomijając basen Morza Karaibskiego)

Casa de Montejo, zbudowana w 1549 roku

Casa de Montejo, zbudowana w 1549 roku

Sypialnia (i basenik)

Sypialnia (i basenik)

Patio

Patio

Wieczorem udaliśmy się na plac Santiago, gdzie zjedliśmy panuchos (smażona na głębokim tłuszczu tortilla z różnymi dodatkami), a później wybraliśmy sie na przejażdżkę po pasażu Montejo, wzdłuż którego znajdują się przepiękne rezydencje, w większości okupowane teraz przez banki.

Na drugi dzień Cristina podrzuciła nas na dworzec, skąd wzięliśmy autobus do Uxmal (Uszmal), ruin miasta Majów założonego prawdopodobnie w VI wieku, zbudowanego w stylu Puuc. Przybyliśmy rano i dopiero koło południa zaczęły się zjeżdżać autobusy z wycieczkami, więc mogliśmy się przechadzać bez konieczności przebijania się przez tłumy. Uxmal znaczy „zbudowane trzy razy”, aczkolwiek główna świątynia składa się z… pięciu różnych świątyń. Główną atrakcją jest Świątynia Czarownika, mająca 38 metrów wysokości i charakterystycznie zaokrąglone boki. Jest to główna budowla całego kompleksu, niestety nie da się na nią wspiąć. Kolejnymi budynkami robiącymi wrażenie są Pałac Gubernatora (nazwy te były nadawane przez Hiszpanów), boisko do gry w piłkę (pelote – znowu hiszpański) i kwadratowy kompleks, którego przeznaczenie nie jest znane – mogła to być świątynia albo akademia wojskowa. Miałem też okazję zabawić się w Indianę Jonesa, kiedy to zapuściliśmy się w nieuczęszczaną część kompleksu i znaleźliśmy nieodrestaurowaną świątynię – oczywiście musiałem się wspiąć (znaczy się odkryć i zdobyć 🙂 ). Na budynkach często można zobaczyć maski Chaaca (boga deszczu) i Kukulcana (boga wiatru). Był to bardzo udany dzień – wreszcie mogłem zobaczyć na własne oczy to, o czym tylko czytałem…

W tym budynku mieści się Muzeum Antropologiczne

W tym budynku mieści się Muzeum Antropologiczne

Świątynia Czarownika - stojąc naprzeciwko i klaszcząc można usłyszeć echo - oczywiście każdy klaskał :)

Świątynia Czarownika – stojąc naprzeciwko i klaszcząc można usłyszeć echo – oczywiście każdy klaskał 🙂

Maski bożków

Maski bożków

Pałać Gubernatora (Królewski) z najdłuższą fasadą w Mezoameryce

Pałac Gubernatora (Królewski) z najdłuższą fasadą w Mezoameryce

Część budowli o, jak już wspominałem, nieznanym przeznaczeniu. W tle, po lewej Pałac Królewski

Część budowli o, jak już wspominałem, nieznanym przeznaczeniu. W tle, po lewej Pałac Królewski

W piłkę grano w całej Mezoameryce. Przegrani często płacili swoimi głowami... Może nasi by lepiej w piłkę grali, gdyby groziło im skrócenie o głowę?

W piłkę grano w całej Mezoameryce. Przegrani często płacili swoimi głowami… Może nasi by lepiej w piłkę grali, gdyby groziło im skrócenie o głowę?

A teraz wszyscy nucimy motyw przewodni z Indiany Jonesa (podobno wyglądałem na bardzo szczęśliwego)

A teraz wszyscy nucimy motyw przewodni z Indiany Jonesa (podobno wyglądałem na bardzo szczęśliwego)

Widok na świątynię od strony Pałacu Gubarnatora

Widok na świątynię od strony Pałacu Gubernatora

Dzień zakończył się spożywaniem mezcalu (wódka z agawy), tańcach (ja tylko patrzyłem) przy akompaniamencie pochodzących z Rosji piosenek 😦

Mezcaleria

Mezcaleria

Nazajutrz Cristina podrzuciła nas na dworzec, skąd udaliśmy się do Valladolid, gdzie oczekiwał nas kolejny gospodarz z CS – Tony. Ale o tym w następnym odcinku.

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , | Dodaj komentarz

O blogowaniu…

Hmm, przeczytałem dziś wpis „zawodowego blogera podróżniczego” (nie wiem nawet czy istnieje taki termin) o tym, jak pisać bloga, żeby był on atrakcyjny dla czytającego. I wszystko (podobno) sprowadza się do tego, żeby nie przynudzać… Przystanąłem na chwilę, żeby się zastanowić nad głęboką treścią tego wpisu i parę minut później wiedziałem, że właśnie straciłem parę minut mojego życia na coś, co za bardzo nie ma sensu. Myślę, że trzeba zacząć od powodu, dla którego ktoś pisze bloga. Jeśli chodzi o to, żeby przyciągnąć jak najwięcej czytelników, a co za tym idzie, zacząć nawet robić jakieś pieniądze na blogowaniu, to treść nie może być nudna. Ale jak zdefiniujemy „nudę”? Patrząc na liczbę moich stałych czytelników, można by odnieść wrażenie, że mój blog jest nudny, ale celem mojego życia (i bloga) nie jest zabawianie innych. Na blogu moim opisuję moje pasje – czytanie, historię, podróżowanie, próbowanie nowych potraw 🙂 Sprawia mi to ogromną frajdę, a fakt, że są ludzie, którzy czasem zaglądają na mój blog, jest dodatkową korzyścią. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na podróż, nie wszystkim chce się wyszukiwać artykułów na temat Polaków, którzy czegoś, gdzieś tam dokonali. I od tego, moim zdaniem, jest blog. Dać próbkę czegoś dobrego. Przeczytasz o czymś, zainteresuje Cię to, to poszukasz sobie więcej informacji, może nawet kupisz książkę. A może jakiś artykuł zainspiruje Cię do spróbowania czegoś nowego. I to jest to, co mnie m.in. napędza. Dokumentowanie mojej wyprawy (ktoś to nazwał wyprawą życia) i jednocześnie dzielenie się moimi wrażeniami. Nie pretenduję do roli najlepszego blogera w sieci, robię to, co mi sprawia przyjemność. Średnia żywotność bloga podróżniczego to 15-16 miesięcy. Ludzie zaczynają miesiąc przed, podróżują przez rok i jeszcze przez chwilę po coś dopisują. Ja patrzę na mojego bloga jak na coś bardziej trwałego, bo przecież nie trzeba jechać do Południowej Ameryki, żeby pisać o czymś interesującym. I nie trzeba daleko wyjeżdżać, żeby zobaczyć coś nowego, czego doskonałym przykładem jest blog mojej znajomej, Katarzyny vel Mieci: http://po-w-czasie.blogspot.co.uk/

Każdy jej wpis jest podróżą samą w sobie i przyznam się, że zazdroszczę trochę Kasi jej stylu, ale ona też pisze o tym, o czym czuje potrzebę napisania i o to chodzi w blogowaniu.

Kończę moje dywagacje na temat blogowania i zabieram się do kolejnego wpisu o podróży w Meksyku. Mam nadzieję, że nie będzie nudny 😉

Witojcie w moim zamecku, hej!  Fort San Miguel w Campeche

Witojcie w moim zamecku, hej!
Fort San Miguel w Campeche

Categories: Podróż | Tagi: , , | 2 Komentarze

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: