Posts Tagged With: Trylogia

Wspaniałe miasto Amsterdam

Święta, święta i po świętach… Zawsze tak jest, choć tym razem miałem wrażenie, że dłużej mi zabrał dojazd niż same święta 🙂 Ale od początku…

Jak wiecie, wybrałem sobie ambitniejszą drogę do Polski na Wielkanoc, a mianowicie wziąłem nocny autokar z Londynu do Amsterdamu (Megabus). Podróż minęła szybko i w miarę wygodnie, bo do Brukseli nikt koło mnie nie siedział. Były tylko dwa małe zgrzyty, przeprawa promem i pewne pasażerki. Na prom wjechaliśmy ostatni, więc kiedy już weszliśmy na „salony”, mogłem zapomnieć o miejscu do siedzenia, bo wszędzie się pokładali ci, którzy na prom dostali się pierwsi. Nic to, znalazłem kawałek podłogi. Co do pasażerek… Usiadły za mną dwie Amerykanki i chyba bym zwariował, gdybym nie mógł słuchać muzyki, bo przez moment ich posłuchałem. Zmienię temat, zanim wyjdzie ze mnie cała niechęć do Amerykanów…

Dotarliśmy do Amsterdamu około 9 rano i szybciutko się władowałem do tramwaju, żeby dotrzeć na dworzec i zostawić plecak w przechowalni. Byłem wcześniej w Amsterdamie ale nie jechałem tramwajem, więc się zdziwiłem, kiedy w środku zobaczyłem budkę z panem sprzedającym bilety. Taki mini kiosk Ruchu, choć gazet niestety nie miał 😦

Muzeum i "Amsterdam"

Muzeum i „Amsterdam”

East Indiaman "Amsterdam"

East Indiaman „Amsterdam”

Muzeum Marynistyczne znajduje się jakieś 15 minut spacerkiem od stacji, więc szybciutko się tam doturlałem i zacząłem sycić oczy widokiem dawnego Arsenału i statku (East Indiaman) „Amsterdam”. Jest to replika, ale robi wrażenie. Wrak oryginału spoczywa na dnie u wybrzeży angielskich. Środek Muzeum również robi duże wrażenie, bardzo nowoczesne wnętrza, miła obsługa i… tyle. Byłem rozczarowany ilością niewykorzystanego miejsca. Może za często bywam w Muzeum Sikorskiego, które jest niemalże zagracone, ale w Amsterdamie przesadzili. Sala z globusami była świetna. Spędziłem tam ponad pół godziny podziwiając te arcydzieła z XV i XVI wieku. Znalazłem nawet Rzeczpospolitą na jednym, ale zdjęcie mi wyszło niewyraźne. Zapewne ze względu na globusy, panował tam półmrok. Rozczarowanie moje jest spowodowane tym, że przecież Holandia kiedyś królowała na morzach. Straciła to panowanie na rzecz Royal Navy, ale jest się czym chwalić, a Muzeum sprawia wrażenie niedokończonego projektu. Globusy, statek i różne przyrządy używane kiedyś na żaglowcach na szczęście sprawiły, że nie żałuję wizyty (zwłaszcza zaglądania w każdy zakamarek statku), ale w moim rankingu dalej na pierwszym miejscu jest Muzeum Marynistyczne w Madrycie, w którym byłem dwa razy i za każdym razem szczęka mi opadała.

Globusiki

Globusiki

Ozdóbki

Ozdóbki

To nie ozdoby - to sondy ręczne (ołowianki) do pomiaru głębokości. W tę dziurkę nakłada sie łoju, do którego  przykleja się podłoże i mamy rozeznanie jaki rodzaj dna morskiego jest pod kadłubem (piasek, glina, muszelki, itp.)

To nie ozdoby – to sondy ręczne (ołowianki) do pomiaru głębokości. W te dziurki nakłada sie łoju, do którego przykleja się podłoże i mamy rozeznanie jaki rodzaj dna morskiego jest pod kadłubem (piasek, glina, muszelki, itp.)

Po muzeum miałem jeszcze czas na małe zwiedzanie, bardzo przyjemną 😉 pogawędkę w pubie z dwoma Norwegami i musiałem się zbierać do Jana Kiepury i ruszać nach Posen! gdzie się przesiadłem na pociąg do Wrocławia. Pociąg, mimo że jedzie przez pół Europy (i to tej lepiej rozwiniętej) od razu mnie wprowadził w polskie realia, ale starczy już tego narzekania.

W czasie zwiedzania Muzeum moja wyobraźnia chodziła na najwyższych obrotach i widziałem siebie na pokładzie statku, patrzącego na wyłaniający się z mgły zarys lądu… Myślę, że wszystkie przeczytane relacje podróżnicze pomieszane z twórczością Conrada zrobiły niezłą sieczkę z mojego mózgu 🙂

Krzysztof Arciszewski

Krzysztof Arciszewski

Nie może się oczywiście obyć bez polskiego śladu, a któż może się nam bardziej kojarzyć z Holandią niż Krzysztof Arciszewski (herbu Prawdzic). Urodzony 9 grudnia 1592 w Rogalinie kształcił się w szkołach ariańskich, a od 1619 służył na dworze Krzysztofa Radziwiłła. Pewnie zostałby w kraju, gdyby nie zabójstwo imć Brzeźnickiego, prawnika, który podobno zawładnął dobrami ojca Krzysztofa, Eliasza, a procesy, które po tym nastąpiły zrujnowały Arciszewskich. Krzysztof postanowił sam wyrównać rachunki i zastrzelił pana Brzeźnickiego, za co spotkała go infamia i banicja. Osiadł w Holandii, gdzie, korzystając ze wsparcia Radziwiłła, podjął studia w zakresie inżynierii wojskowej, artylerii i nawigacji. Wziął udział w wojnie trzydziestoletniej (1618-48). Przeniósł się do Francji, gdzie m.in. walczył dla kardynała Richelieu. W 1629 roku zaciągnął się na służbę holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej i został wysłany do Brazylii gdzie walczył z Hiszpanami i Portugalczykami (we wspomnianym muzeum w Madrycie można zobaczyć oryginalny Traktat z Tordesillas, podpisany w 1494r., dzielący nowoodkryty świat między Hiszpanię i Portugalię – w wyniku tego podziału Brazylia przypadła Portugalii). Wracał jeszcze dwukrotnie do Brazylii, zdobył twierdze Arrayal i Porto Calvo, dosłużył się generała a potem admirała, był wicegubernatorem i wodzem naczelnym wojsk holenderskich w Brazylii. Niestety nie układała mu się współpraca z gubernatorem de Nassau i w końcu podał się do dymisji. Pomimo natłoku obowiązków, Arciszewski znalazł czas na wykonywanie prac kartograficznych i zbieranie wiadomości na temat plemienia Tupi. Miał zamiar te informacje opublikować. Bardzo dobrze też traktował Indian, na których się natknął, nawet tych, którzy zmuszani byli walczyć dla Portugalczyków. Był pierwszym polskim kartografem i etnografem na kontynencie. W internecie można znaleźć pamiętnik napisany przez Arciszewskiego, bardzo ciekawa lektura.

W 1646 roku wrócił do Polski i przyjął od Władysława IV dowództwo artylerii królewskiej, walczył z Tatarami i Kozakami. Generał Arciszewski pojawił się nawet na stronach Ogniem i Mieczem, kiedy to Chmielnicki nadciąga na Lwów, z którego Wiśniowiecki uszedł. Arciszewski dowodził obroną miasta, a następnie dowodził artylerią królewską w odsieczy Zbaraża.

W 1650 roku podał się do dymisji i sześć lat później, 7 kwietnia, zmarł i został pochowany w Lesznie. Poza pamiętnikiem pozostawił po sobie rozprawę medyczną, wiersze i podobno całkiem niezłe portrety.

Tak więc wychodzi na to, że rzeczywistość mnie trochę rozczarowała. Muzeum warto zobaczyć, ale chyba nie opłaca się przyjeżdżać do Amsterdamu tylko po to. Zadowolony jednak jestem i miałem wielką frajdę podróżując 40 godzin zamiast lecieć dwie godziny 🙂

Bibliografia:

W. Słabczyński, Polscy podróżnicy i odkrywcy, Warszawa 1988, ss. 428.

H. Sienkiewicz, Ogniem i Mieczem, Wydawnictwo Zielona Sowa Sp. z o.o., Kraków 2007, ss. 528.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Krzysztof_Arciszewski

Reklamy
Categories: Biogramy, Podróż, Różności | Tagi: , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Oda do bigosu

Brrr, zimno i pada… Przy takiej pogodzie zawsze nachodzi mnie ochota na bigos, a nie wiedzieć czemu bigos kojarzy mi się z… Trylogią Sienkiewicza. Za oknem zawierucha, a Ty siedzisz w ciepłym domku, zajadasz sie bigosem i oglądasz Potop. Ilu z Was ma takie wspomnienia? Ja wiem, że wszyscy narzekają, że w każde święta puszczają którąś z części (albo nawet wszystkie), ale niezmiennie filmy te gromadzą miliony Polaków przed telewizorami. I nawet ostatnia z nakręconych części, Ogniem i Mieczem, mimo że odbiega klimatem od poprzednich, da się jak najbardziej obejrzeć. Ciekawi mnie tylko czy młodzież dzisiaj czyta jeszcze takie dzieła? Jak ekranizacja kojarzy mi się z zimą (i bigosem), tak książki kojarzą mi się z wakacjami na wsi u dziadków, pod Krakowem. Szczylem byłem, kiedy się dorwałem do Trylogii (nie, nie mówię o Tolkienie) i nie mogłem się oderwać. Kiedy czytałem o stepach ukraińskich, czułem dziwny niepokój pomieszany z podekscytowaniem – zew jednym słowem. Podobne uczucie miałem kiedy czytałem o pograniczu w Ameryce Północnej w XVIII wieku. I wiem, że Trylogia mija się z faktami, ale przecież była napisana „ku pokrzepieniu serc”… A lektura „Ogniem i Mieczem” i „Pana Wołodyjowskiego” zwróciła mnie z czasem w stronę twórczości profesora Władysława Serczyka, któremu daleko do fantasty, a dzięki któremu szesnasto i siedemnastowieczna Ukraina ożywa.

Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVII wieku – a gdyby była Trojga Narodów…?!?

Wszyscy pamiętamy scenę obrony Częstochowy z Babiniczem na czele. Nieraz czytałem zarzuty historyków-amatorów, jak to Sienkiewicz za bardzo to oblężenie rozdmuchał, ale zawsze twierdziłem, że Trylogia to nie książka historyczna. W poście o Pułaskim wspomniałem, jak to dowodził on udaną obroną Częstochowy w latach 1770-71 i są głosy znawców, że to Pułaski posłużył Sienkiewiczowi jako pierwowzór postaci Andrzeja Kmicica. Wiem, że dla wielu z Was to nie będzie wielkie odkrycie, ale przez Trylogię przewija się mnóstwo postaci historycznych bądź wzorowanych na nich.

Słynna scena pojedynku pomiędzy Kmicicem i Wołodyjowskim

I tak Andrzej Kmicic (oprócz Pułaskiego) był wzorowany na Samuelu Kmicicu, herbu Radzic II, strażniku wielkim litewskim, który zawiązał konfederację przeciwko zdrajcy Radziwiłłowi, walczył ze Szwedami i Rosjanami. I on, tak jak Sienkiewiczowski Kmicic, popadł w tarapaty za zbuntowanie chorągwi i zawiązanie konfederacji przeciwko Janowi Kazimierzowi i został objęty infamią (utrata czci i dobrego imienia), jednak przywrócony został przez króla do łask.

Nasz przystojniak, Jan Skrzetuski, dostał nowe imię od Sienkiewicza, bowiem wzorowany on był na Mikołaju Skrzetuskim, herbu Jastrzębiec, szlachcicu, który przebrany za chłopa, wymknął się z oblężonego Zbaraża. Czyn ten uczynił go sławnym na całą ówczesną Polskę. Walczył pod Czarnieckim, Sobieskim, dosłużył się pułkownika i nawet doczekał się paru wyroków sądowych za próbę przymuszenia szlachcianki do małżeństwa 🙂

Widok husarii jest… budujący. Nie było w tym czasie formacji w Europie, czy to piechoty czy kawalerii, która mogłaby nawiązać równorzędną walkę z husarią.

„Mały rycerz”, Michał Wołodyjowski też dostał nowe imię (choć tak naprawdę Sienkiewiczowski Wołodyjowski używał drugiego imienia, bo przecież Św. Jerzy smoka zabił). Wzorował się Sienkiewicz na Jerzym Wołodyjowskim, herbu Korczak, który służył pod hetmanem Sobieskim jako rotmistrz a poźniej pułkownik. Niestety zgadza się sposób, w jaki zginął prawdziwy Wołodyjowski – w wyniku wybuchu prochu w Baszcie Czarnej w Kamieńcu Podolskim, ugodzony kartaczem w głowę, zginął na miejscu.

Kamieniec Podolski – z pewnością spędzę tam kilka godzin…

Krytykowany w swoich czasach za Trylogię, stworzył Sienkiewicz dzieło ponadczasowe, które jeszcze długo będzie nas zabawiać. Ja, kiedy pomyślę o dzisiejszej zachodniej Ukrainie i miejscach jak Chocim czy Kamieniec Podolski, które zamierzam odwiedzić w czasie podróży, dostaję gęsiej skórki. Ale to jeszcze trochę musi poczekać. W międzyczasie, weekend się zbliża i z mojej kuchni pełnej niespodzianek będzie się dobywał zapach i bulgot gotującego się bigosu, który będzie konsumowany wieczorem, przy czerwonym winie i Potopie z dvd 🙂

Categories: Różności | Tagi: , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: