Posts Tagged With: Afryka

Safari

Podstawą gospodarki jest rolnictwo jednak dochody z turystyki są bardzo ważnym źródłem dochodu dla mieszkańców i rządu Tanzanii. Kenia jest wzorem do naśladowania jeśli chodzi o turystykę. Infrastruktura tam jest bardziej rozbudowana, prawie każdy  mówi po angielsku, Kenijczycy z dumą mówią, że wyprzedzają Tanzanię o 20 lat. I mimo że Zjednoczona Republika Tanzanii (utworzenie Tanzanii nastąpiło w wyniku połączenia brytyjskich kolonii Tanganiki i Zanzibaru, stąd też nazwa) jest młodsza tylko o rok od Kenii (zainteresowanych procesem odzyskiwania niepodległości przez państwa w Afryce odsyłam do Ryszarda Kapuścińskiego – warto!) róznica w postępie jest widoczna gołym okiem. Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Marcin przybywa do Afryki…

W serii krótkich wpisów mam zamiar opisać moją wizytę w Afryce Wschodniej. Mimo że to nie pierwsza wizyta w Afryce (odwiedziłem Maroko w 2013), to jednak ta część Afryki pobudza wszystkie moje zmysły. Arabowie, Portugalczycy, Brytyjczycy odcisnęli swoje piętno na tej części kontynentu. To tu buszowali Speke, Livingstone i Stanley, sadziła kawę Karen Blixen z Pożegnania z Afryką. No a poza tym przynajmniej kilka osób z mojego pokolenia chciałoby ruszyć śladami Tomka Wilmowskiego 🙂 Czytaj dalej

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Afrykańskiej przygody ciąg dalszy

Przyznaję, że tytuł jest trochę na wyrost, bo przecież spędziłem tylko 10 dni w Maroku 🙂 Ale nic to, jedziemy dalej!

Po wyjeździe Włochów postanowiłem ponadrabiać zaległości i ruszyć na zwiedzanie. Zacząłem od Pałacu El-Bahia (nazwa w wolnym tłumaczeniu oznacza blask), wybudowanego w XIX wieku. Pałac miał przyćmić inne budowle swoich czasów i muszę przyznać, że te osiem kilometrów kwadratowych ogrodów i pokoi wychodzących na przepiękne dziedzińce zrobiło na mnie duże wrażenie, ale niech zdjęcia powiedzą prawdę.

Nie chcielibyście sobie odpocząć na takim zacienionym dziedzińcu?

Nie chcielibyście sobie odpocząć na takim zacienionym dziedzińcu?

I łuczek...

I łuczek…

Moja kolejna słabość - uwielbiam duże kominki, te w szkockich zamkach na razie nie mają sobie równych

Moja kolejna słabość – uwielbiam duże kominki, te w szkockich zamkach na razie nie mają sobie równych

Zbawienny cień...

Zbawienny cień…

I kolejny łuczek...

I kolejny łuczek…

Perfekcjonizm w każdym calu.

Perfekcjonizm w każdym calu.

Wierzcie mi, że zdjęć jest więcej, ale nie chcę Was zanudzić. Po pałacu udałem się na zwiedzanie Grobowców Saadytów. Nekropolia w zasadzie powstała w drugiej połowie XVI wieku za panowania Ahmada I Zwycięzcy i grób jego oraz jego rodziny można znaleźć w mauzoleum. Grobowce były zamurowane w XVII wieku i dopiero w 1917 roku Francuzi na nowo je odkryli po przelocie samolotem.

Oczywiście nie może zabraknąć pięknych ogrodów

Oczywiście nie może zabraknąć pięknych ogrodów

Wnętrze grobowca

Wnętrze grobowca

Na zewnątrz znajdują się groby żołnierzy i służby

Na zewnątrz znajdują się groby żołnierzy i służby

I jeszcze jedno zdjątko wnętrza

I jeszcze jedno zdjątko wnętrza

Postanowiłem zobaczyć jeszcze jedno miejsce przed upragnioną sjestą w hostelu, a był to Pałac El-Badi (Nieporównywalny). Pałac wybudowany przez tego samego sułtana, który wybudował Grobowce Saadytów w drugiej połowie XVI wieku z pieniędzy uzyskanych z okupu zapłaconego przez króla Portugalii po przegranej przez niego Bitwie Trzech Króli w 1578 roku. Pałac dużo stracił ze swojej świetności, bo był w części rozebrany a pozyskane surowce zostały użyte do skonstruowania innego pałacu. Ale i tak mierzący 135 na 110 metrów dziedziniec robi wrażenie, a w pałacu podobno było 360 pokoi. Jest tam też olbrzymi basen udekorowany włoskim marmurem, a także sieć tuneli z celami. Sułtan Ahmad al-Mansur wzorował się na Alhambrze w Granadzie.

Pałac jest restaurowany, ale daleko jeszcze do końca

Pałac jest restaurowany, ale daleko jeszcze do końca

Widok na miasto, w tle Kutubija

Widok na miasto, w tle Kutubija

I widok na dziedziniec

I widok na dziedziniec

Zwiedzających można było policzyć na palcach jednej ręki, ale że były to godziny wczesnopopołudniow, żar lał się z nieba niemiłosierny

Zwiedzających można było policzyć na palcach jednej ręki, ale że były to godziny wczesnopopołudniowe, żar lał się z nieba niemiłosierny

Jedna z odrestaurowanych części pałacu, gdzie m.in. można podziwiać kazalnicę z Kutubiji, wykonaną w XI wieku w Kordobie, w dzisiejszej Hiszpanii

Jedna z odrestaurowanych części pałacu, gdzie m.in. można podziwiać kazalnicę z Kutubiji, wykonaną w XI wieku w Kordobie, w dzisiejszej Hiszpanii

I na tym zakończyło się moje zwiedzanie Marrakeszu. Miasto warte odwiedzenia, bo jest przede wszystkim zupełnie inne niż miasta europejskie, ale równie pełne historii. Próbujcie też jedzenia, słodyczy i moich ulubionych oliwek. Kuchnia dużo mówi o danym narodzie.

Następnego dnia udałem się pociągiem do Rabatu (pociągi są niedrogie, o standardzie wyższym niż nasza cudowna kolej). Spędziłem tam tylko jeden dzień, ale pojechałem odwiedzić zapoznanych Włochów a nie zwiedzać. W Rabacie można znaleźć porządny pub, gdzie, pomijając małe piwko w Marrakeszu, po raz pierwszy można było bez przeszkód kupić alkohol. Rabat jest ładnym miastem, ale tu już widać było, że Maroko było kolonią francuską, bo centrum miało bardzo europejski wygląd.

Europejski deptaczek w stolicy Maroka

Europejski deptaczek w stolicy Maroka

Powiew znad oceanu sprawiał, że po Marrakeszu było mi chłodno, było tylko niecałe 30 stopni

Powiew znad oceanu sprawiał, że po Marrakeszu było mi chłodno, było tylko niecałe 30 stopni

Cmentarz, plaża, molo, woda - marokańskie klimaty. Po raz pierwszy zanurzyłem łapki w Atlantyku. Podejrzewam, że nie ostatni :)

Cmentarz, plaża, molo, woda – marokańskie klimaty. Po raz pierwszy zanurzyłem łapki w Atlantyku. Podejrzewam, że nie ostatni 🙂

Po skończonej podróży zrobię konkurs na najładniejszy zachód słońca na świecie. Tu mamy poważnego kandydata na zwycięzcę

Po skończonej podróży zrobię konkurs na najładniejszy zachód słońca na świecie. Tu mamy poważnego kandydata na zwycięzcę

Mam teorię, że władze Rabatu zakupiły używane świąteczne światełka w jednym z europejskich miast - może w tym duńskim, gdzie muzułmańska Rada Miasta zniosła święta :)

Mam teorię, że władze Rabatu zakupiły używane świąteczne światełka w jednym z europejskich miast – może w tym duńskim, gdzie muzułmańska Rada Miasta zniosła święta 🙂

Wałęsanie po mieście zakończyliśmy gotując razem makaron po włosku, po czym udaliśmy się do wyżej wspomnianego pubu na konsumpcję winka. Rabat jest zdecydowanie mniej chaotyczny niż Marrakesz, ale to „ucywilizowanie” czyni go trochę nudnym dla mnie.

Obawiam się, że Casablanka już mi się nie zmieści dzisiaj, ale tak jak mówiłem, wrażeń miałem tam mnóstwo. Udanych przygotowań do świąt!!!

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nie w pustyni i nie w puszczy

Czas najwyższy, żeby ponadrabiać zaległości, zwłaszcza że wkrótce będę miał tyle wrażeń na codzień, że na pewno nie znajdę czasu, żeby o poprzednich wypadach napisać.

Do Maroka wybrałem się w lipcu, z zamiarem odwiedzenia przyjaciółki z liceum, która z mężem i synkiem Kamilem mieszka w Casablance. Życie napisało jednak inny scenariusz (co mi Ania do dzisiaj wypomina 😛 ) i w Casie spędziłem tylko trzy dni. Odwiedziłem Maroko w trakcie Ramadanu i to mógł być powód, dla którego nikt z CouchSurfingu nie odpowiedział na moją prośbę. Ale znalazłem miły i tani hostelik tuż przy słynnym placu Jemaa el-Fnaa. Przed przyjazdem czytałem, że w Marrakeszu o wszystko trzeba się targować, o czym przekonałem się już na lotnisku, kiedy to nowopoznane znajome walczyły jak lwice o niższą cenę za taksówkę. Nie myślcie sobie, że lubię się rozbijać taksówkami, z lotniska odjeżdża do centrum autobus, ale na przystanku nie ma rozkładu, a po 40 minutach zostałem na lotnisku ja, wspomniane Australijka i Włoszka i grupa Hiszpanów, która chyba w ogóle nie wiedziała o co chodzi. W ciągu kilku dni jednak doszedłem do takiej wprawy, że targowałem sie nawet za moich znajomych, wzbudzając powszechną irytację, bo oni chcieliby już kupić tę popielniczkę i pójść dalej 🙂 Byłem przez handlarzy nazywany Berberem, rzucano mi spojrzenia, jakbym zabierał im jedyną ukochaną córkę z domu, ale byłem twardy jak Tommy Lee Jones w Ściganym i dalej się targowałem. Jak już się domyślacie, miałem z tego wielką frajdę 🙂 Kierowca taksówki palił jednego papierosa za drugim, ale jak to wytłumaczył, z powodu Ramadanu cały dzień nie palił. Nie wiem czy przejeżdżanie na czerwonym świetle to także wina Ramadanu, ale kierowca, z fajką w ustach, uspokajał mnie wymawiając jedyne znane mu angielsku słowo, czyli OK 🙂 Z francuskiego zrozumiałem, że on tu jeździ już całe życie, ale biorąc pod uwagę jego wiek, to chyba zaczynał jeszcze na osiołku…

Jak już wspomniałem, hostelik znajduje się tuż przy wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO placu i wieczorem panuje tam cudowna atmosfera (pomimo, że każdy chce Cię na coś naciągnąć). Wieczorem rozkładają się tam dziesiątki straganów, gdzie za nieduże pieniądze można spróbować miejscowych przysmaków: szaszłyków, kuskusu czy tadżinu.

Plac Jemaa el-Fnaa wieczorem

Plac Jemaa el-Fnaa wieczorem

Na placu jest mnóstwo ludzi, którzy mogą Ci powróżyć, sprzedać coś, zakląć węża czy dać się pobawić z małpką (swoją drogą małpki te przedstawiały żałosny widok) – wszystko za opłatą oczywiście. W Marrakeszu wszystko ma swoją cenę, wskazanie drogi, zdjęcie, itd. Było to na początku bardzo irytujące, ale rozmawiałem dużo z młodymi Marokańczykami pracującymi w hostelu (Abdel i Jaouad stali się po paru dniach dobrymi znajomymi) i oni mi przedstawili zupełnie inne spojrzenie na ten temat. W Marrakeszu ludzie mogą zarobić tylko na turystyce, społeczeństwo jest biedne i nie ma żadnego systemu świadczeń (jednym z pięciu filarów Islamu jest tzw. jałmużna, więc teoretycznie muzułmanin powinien oddać część majątku biednym), więc każdy musi sobie jakoś radzić. Można kupić paczkę papierosów i sprzedawać na sztuki, albo można oferować pomoc w odnalezieniu adresu w labiryncie uliczek medyny (starego miasta). Jeśli więc ktoś poświęca 30 minut, żeby Cię gdzieś zaprowadzić, dlaczego miałbyś tylko podziękować i pójść sobie. Daj napiwek i wtedy podziękuj. Oczywiście, niektórzy są naprawdę natrętni i będą szli za Tobą, nawet jak im powiesz, że znasz drogę. Tych należy delikatnie zbyć, chociażby mówiąc: „La, shukran” (La, sziukran – nie, dziękuję po arabsku).

Nazwa jednego z targów w Marrakeszu

Nazwa jednego z targów w Marrakeszu

Miałem na Marrakesz pięć pełnych dni, więc, nauczony doświadczeniem z Wilna, postanowiłem podejść do zwiedzania na luzie. Wyluzowałem się bardziej, niż planowałem 🙂 Następnego ranka w hostelu pojawiła się grupka młodych Włochów, którzy uczyli się arabskiego w Rabacie i wpadli do Marrakeszu na weekend. Po porannej fajce pokoju postanowiliśmy pozwiedzać razem. I w ten sposób ja, Edo, Martina i Giulia staliśmy się nierozłączni na trzy dni. Najpierw wyruszyliśmy na targ (Souk). Nie muszę mówić, że dziewczyny były wniebowzięte, ja i Edo trochę mniej. Daliśmy się zaprowadzić do apteki, gdzie pan, płynnie mówiący po włosku, wyjaśnił co się odbywa w tym przybytku (rozczaruję Was, nie mówię po włosku, Edo mi troszkę tłumaczył). Po dokonaniu niezbędnych zakupów w tejże aptece, zaczęliśmy się powoli (zahaczając o różnego rodzaju sklepiki i warsztaty) przedzierać w kierunku Medrasy Ben Youssef. Ta założona w XII wieku islamska szkoła jest teraz przerobiona na muzeum i każdy zainteresowany w kulturze bądź architekturze islamskiej znajdzie tam coś dla siebie. Ja zostałem olśniony architekturą Islamu w czasie pobytu w Andaluzji prawie osiem lat temu. Jedną z charakterystycznych cech są bardzo rzadkie przedstawienia figuralne (ludzi i zwierząt), dominują ornamenty geometryczne, roślinne czy też dekoracyjne kaligrafowane pismo. Jest to jedna z tych rzeczy, które mogę długo podziwiać, mimo, że nigdy mnie nie ciągnęło do architektury.

Piękne rzeczy, tylko pamiętajcie - targujcie się! :)

Piękne rzeczy, tylko pamiętajcie – targujcie się! 🙂

W warsztatach usłyszysz wszystko o produkcji, ale napiwek albo zakup jest oczekiwany

W warsztatach usłyszysz wszystko o produkcji, ale napiwek albo zakup jest oczekiwany…

Ja poprzestałem naa napiwku, choć do twarzy mi w tym było :)

Ja poprzestałem na napiwku, choć do twarzy mi w tym było 🙂

W Muzeum Ben Youssefa

W Muzeum Ben Youssefa

DSCN2488

Naprawdę sporo czasu spędziłem w tej medresie

Naprawdę sporo czasu spędziłem w tej medresie

DSCN2448

DSCN2447

DSCN2451

Popołudnie minęło nam na sjeście w hostelu, a wieczorem razem z Włochami i poznanymi poprzedniego dnia dziewczętami zjedliśmy obiad na placu, rozkoszując się troszkę niższą temperaturą.

Wokół centrum można znaleźć mnóstwo małych biur podróży, a i w Waszym hostelu czy riadzie na pewno będą jakieś ulotki. Jest sporo ofert wycieczek jedno- lub kilkudniowych, czy to w góry Atlas, na pustynię czy do innych atrakcji. My postanowiliśmy wybrać się do doliny Ourika. Jeśli jesteście większą grupą i macie czas, warto sobie np. wynająć taksówkę. My zapłaciliśmy po 15 euro, jednak uprzedzam z góry, że to tylko transport. Nie jest wliczone żadne jedzenie, restauracja, do której Was zaprowadzą będzie droższa niż w Marrakeszu a i przewodnikowi coś się należy. Oczywiście, zanim dotarliśmy do wodospadów trzy razy zatrzymywaliśmy się a to w sklepiku, a to w wytwórni oleju. Można zostać na boczku, a można też posłuchać, popatrzeć, przymusu kupowania nie ma, ale za herbatkę napiwek by się przydał 🙂 Dotarliśmy w końcu do wodospadów i na ziemię mnie one nie powaliły, trochę jak nasz Kamieńczyk, ale miło było posiedzieć nad wodą w tym skwarze. Jak już wspomniałem, opcji wycieczkowych jest sporo, ja chciałbym jeszcze wrócić do Maroka, żeby pojechać na pustynię, powędrować po Atlasie i zwiedzić północ kraju (no i odwiedzić Anię 🙂 ).

A tak robimy olej arganowy - a teraz wszyscy po piątaku :)

A tak robimy olej arganowy – a teraz wszyscy po piątaku 🙂

Trochę wody dla ochłody w trakcie obiadku

Trochę wody dla ochłody w trakcie obiadku

Ot, i cała atrakcja...

Ot, i cała atrakcja…

Następny dzień był ostatnim dziem Włochów, wracali do Rabatu. Powłóczyliśmy się po mieście, pijąc herbatkę tu i tam, ja postanowiłem ich odwiedzić na jeden dzień w Rabacie i rozstaliśmy się (chlip, chlip). Jeśli w trakcie mojej podróży szczęście będzie mi dopisywało jeśli chodzi o poznawanych ludzi, to będzie to bardzo udana wyprawa. Korzystając z pięknego zachodu słońca wybrałem sie obejrzeć meczet Koutoubia, z wysokim na 69 metrów minaretem. Meczet znajduje się o kilka minut spacerkiem od placu i można zawsze na niego się kierować, jeśli się zgubicie. Jeśli widok meczetu wydaje Wam się znajomy, to pewnie dlatego, że na wzór Koutouby wybudowano chociażby Giraldę w Sewilli. Meczet zbudowany był w drugiej połowie XII wieku przez dynastię Almohadów i jest największym w Marrakeszu. Nazywany jest również Meczetem Sprzedawców Książek, ponieważ kiedyś ustawiali oni w pobliżu meczetu swoje stoiska, sprzedając rękopisy. Mała ciekawostka, meczet został rozebrany po wybudowaniu, ponieważ przy budowie popełniono błąd w wyliczeniach i mihrab (bogato zdobiona nisza bądź płyta) nie był skierowany w kierunku Mekki.

Meczet Koutubia o zachodzie. Te rozłożone maty służą wiernym do modlitwy

Meczet Koutubia o zachodzie. Te rozłożone maty służą wiernym do modlitwy

Cudeńko...

Cudeńko…

W następnym poście opiszę resztę wizyty w Marrakeszu, a także Rabat i może uda mi się wcisnąć Casablankę, chociaż tam się sporo działo 🙂

Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: