Posts Tagged With: Patriotyzm

Pomiędzy starym a nowym

Muszę się do czegoś przyznać – dopiero w sierpniu tego roku po raz pierwszy odwiedziłem naszą stolicę. Jakoś nigdy wcześniej nie było okazji, a poza tym Warszawa, jak każda stolica, nie cieszy się sympatią reszty kraju. Ale zawsze mnie tam ciągnęło, no bo przecież to stolica Państwa Polskiego! No i chyba nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego jak bardzo „Warszawka” jest obecna w języku potocznym. Chciałem sprawdzić czy na Marszałkowskiej rzeczywiście jest duży ruch i czy „Krakowskie Przedmieście zalane jest słońcem” 😀 No i Pałac Kultury i Nauki! Kiedy go zobaczyłem, ucieszyłem się jakbym zobaczył Statuę Wolności 😀 W ilu filmach ten „brzydal” sie pojawił?!? Nie możemy zapomnieć o historii, Warszawa jak mało które polskie miasto odczuło trudy ostatniej wojny światowej. To była pierwsza rzecz, którą sobie uzmysłowiłem, kiedy wjechałem do stolicy – najstarszy budynek miał może z 65 lat, a przecież pierwsza osada na tym miejscu pojawiła się ponad tysiąc lat temu. Miałem też osobisty powód – mieszka tam ziomuś z żonką i już od dawna mu obiecywałem, że Go w tej Warszawce odwiedzę 😀

Wizyta w Warszawie zmusza do zadumy na każdym kroku. Przy Grobie Nieznanego Żołnierza mówiłem szeptem, mimo że byliśmy na zewnątrz; Zamek Królewski prześlicznie wygląda wieczorem i aż dziw bierze, że został odbudowany po wojnie.

Warta honorowa przy Grobie Neznanego Żołnierza

Zamek Królewski wieczorem

Oryginalna Kolumna Zygmunta

Ważnym punktem wizyty (poza kilkoma knajpami :D) było Muzeum Powstania Warszawskiego. I nie będę się tu wdawał w polemikę czy Powstanie było potrzebne czy nie, ale Muzeum trzeba zobaczyć. Pokazuje, jak ciężko się żyło pod okupacją, jak okrutny był okupant, ale i jak rodacy nasi z tym walczyli. Nie da się ukryć, w dwudziestoleciu międzywojennym i w czasie wojny patriotyzm nie był pustym słowem. Parę razy w czasie wizyty krew się we mnie tak zagotowała, że musiałem odejść nie doczytawszy do końca, ale chyba kulminacyjnym momentem był dla mnie kilkuminutowy film pt: „Miasto Ruin”… Z lotu ptaka widzimy Warszawę na początku 1945 roku i poza małymi wysepkami wypalonych ruin miasto jest niemalże zrównane z ziemią. Z 1,3 miliona mieszkańców w 1939r. po Powstaniu w ruinach ukrywało się okoła tysiąca osób, tzw. robinsonów (wśród nich pianista, Władysław Szpilman). Te dwie liczby, 1,3mln i 1000, pokazują przez co przeszła Warszawa. Mury udało się hitlerowcom zburzyć, ale ducha Warszawiaków nie udało im się złamać…

Plakaty wzywające do walki

Przysięga żołnierzy AK

Kubuś

Wiem, że jeszcze wrócę do Warszawy, bo nie widziałem 1/10 z tego co chciałem zobaczyć. Na samych Starych Powązkach spędziłbym pół dnia, bo na płytach nagrobkowych wyraźnie odbija się historia danego miasta i narodu.

Wawel

Z Warszawy przenieśmy się do Krakowa, dawnej stolicy Polski. Z Warszawy wyjechałem trochę zasmucony naszymi dziejami, ale morale szybko się podniosło po krótkiej wizycie w Krakowie. Natychmiast widać różnicę – z każdego zakątka aż pachniało… polskością. Kraków nie ucierpiał w czasie wojny i to widać gołym okiem. W pewnej chwili zatrzymałem się ze zdumieniem przed gmachem Uniwersytetu Jagiellońskiego, założonego w 1364r. przez Kazimierza Wielkiego, wówczas pod nazwą Studium Generale. Wow, to jest najstarsza uczelnia w Polsce! Nie była to moja pierwsza wizyta w Krakowie, ale na pewno najwięcej znacząca. I nie tylko dlatego, że byliśmy tam w urodziny mojej ślubnej i w towarzystwie mojej siostry ciotecznej i jej męża. Wizyta ta podniosła mnie na duchu, na którym podupadłem w Warszawie. Wtedy w Warszawie myślałem, że hitlerowcom dobrze szło tępienie naszego narodu, a i przecież po wojnie wpadliśmy w niewolę na następne 45 lat. Ciągle pod górę nam było… Ale kiedy usłyszałem hejnał, zobaczyłem Wawel, nagrobki Kazimierza Wielkiego i Jagiełły, włócznię Św. Maurycego ofiarowaną Bolesławowi Chrobremu przez Ottona III w 1000-cznym roku w Gnieźnie, nagrobki Jana III Sobieskiego, Tadeusza Kościuszki, Józefa Piłsudskiego czy Generała Sikorskiego coś mnie olśniło. To nasza kolebka, dzięki Piastom, Jagiellonom Polska wiele znaczyła w Europie. Przyszły zabory, ale przecież były Powstania i opór rusyfikacji i germanizacji. Była II Rzeczypospolita, w bólach się kształtująca, która suwerenność swą straciła już po 20-tu latach, ale Wrzesień ’39 i działalność AK przywracały wiarę. Przecież i na komunę przyszedł kres w postaci Lecha Wałęsy i Solidarności… Zrozumiałem, że „Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”. Owszem, kiedy nic się nie dzieje, skaczemy sobie do gardeł, przecież „gdzie 2 Polaków tam 3 partie”, ale jest jedna rzecz, której żaden z najeźdźców i zaborców nie mógł pojąć – kiedy jest potrzeba, wtedy duch w narodzie okazuje się potężny, jednoczymy się. Jestem z pokolenia, które nie miało o co walczyć, ale i ja zobaczyłem w czasie powodzi w 1997r., że tak jest naprawdę. Bezinteresowna pomoc „płynęła” ze wszystkich stron dla powodzian i tacy właśnie jesteśmy w trudnych chwilach. Historia zatacza koło, po ciężkim okresie przychodzi moment wytchnienia, kiedy znowu możemy się kłócić między sobą i kiedy włączam telewizor w Polsce i widzę polityków opluwających się nawzajem, mówię sobie w duchu: „nie jest źle…”

Włócznia Św. Maurycego

Nagrobek Tadeusza Kościuszki

Krypta Marszałka Józefa Piłsudskiego

Categories: Różności | Tagi: , , , , , , | 1 komentarz

Ibi patria, ubi bene…

Czy naprawdę tak jest? Że gdzie dobrze, tam nasza ojczyzna? Dużo naszych rodaków wyemigrowało na przestrzeni wieków i gdyby wszyscy tak myśleli, nie mielibyśmy wielkich skupisk Polaków w USA, Wielkiej Brytanii czy Australii, bo wszyscy by sie zasymilowali. Ludzie ci w większości noszą „Stary Kraj” w sercu, a do emigracji zmusiła ich bieda bądź, w mniejszym stopniu, działalność polityczna. Myślę, że większość tych osób określiłaby się jako patrioci.

No właśnie, czym jest dzisiaj patriotyzm? Jest to niewątpliwie wielkie słowo i obawiam się, że wiele osób nie rozumie jego znaczenia. Nie mówię, że ludzie z mojego pokolenia (rocznik ’79) wiedzą dużo więcej, bo to zależy przecież od jednostki. Spotkałem osoby, które mówiły, że one do Polski nie wrócą, że się wstydzą tego, że są Polakami… A czego tu sie wstydzić?!? Ponad tysiąca lat wspaniałej historii? Nie mówię, że zawsze mieliśmy „czyste ręce” – o nie, mamy niejedno na sumieniu. Ale jeśli porównamy się do Brytyjczyków czy o wiele młodszego narodu amerykańskiego, wypadamy bardzo korzystnie.

Ale czy ktoś niedługo będzie w ogóle pamiętał, że mamy tak długą historię? Słyszałem o planach obcięcia historii w szkołach do jednej lekcji w tygodniu i skrócenia programu tak, że pokrywałby okres od końca Drugiej Wojny. Z jednej strony ma to sens dla kogoś, kogo historia nie interesuje. Ja się strasznie męczyłem na matematyce czy fizyce i dałbym wiele za to, żeby mieć tylko jedną godzinę w tygodniu. Ale jeśli ktoś nie lubi matematyki czy to znaczy, że nie będzie się uczył tabliczki mnożenia? Nie, podstawy jakieś trzeba znać. Ale czy podstawą w historii Polski jest okres po 1945r.? Nie wydaje mi się. Jeśli ktoś zacznie poznawać historię od 1939r., niewiele mu to powie o tym, jacy są Polacy. Nie powie mu to, czemu przetrwaliśmy jako naród zabory, bo nie będzie wiedział o zaborach…

Młodzież więc będzie wiedzieć coraz mniej o swojej przeszłości i np. żart p. Makłowicza, że „piana stoi jak nasi pod Kircholmem” nie będzie śmieszny, bo przecież Kircholm był trochę wcześniej niż Druga Wojna Światowa…

Image

Bitwa pod Kircholmem, 1605

Moim ulubionym powiedzeniem łacińskim (jednym z nielicznych, które zapamiętałem) jest: „Historia est vitae magistra” – historia jest nauczycielką życia. I nie chodzi tu o to, żeby rozpamiętywać zamierzchłe czasy, ale żeby wyciągać wnioski i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości.

Zapytany raz w pociągu przez młodego Niemca czy Polacy nienawidzą Niemców, byłem w kropce, zwłaszcza że dziewczyna jego pochodziła z Rosji… Czy powinienem byłem powiedzieć, że bardziej nie lubię Rusków?!? 🙂 Powiedziałem, że historia nas nauczyła, żeby obu sąsiadom nie ufać.

Taką wiedzę powinni mieć i się nią posługiwać rządzący politycy. Bez obaw, nie będę się zagłębiał w ten temat-rzekę. Powiem tylko, że politycy patrzący za własną korzyścią to nie wynalazek ostatnich lat. Przecież pierwsze zerwanie sejmu nastąpiło już w 1652r. za sprawą niejakiego Władysława Sicińskiego i miał to poniekąd uczynić na polecenie Radziwiłła. Do ostatecznego upadku Rzeczypospolitej zostało jeszcze ponad 140 lat i przez ten czas liberum veto było nadużywane. A nie zapominajmy, że pierwszy przywilej szlachecki został nadany niemalże 300 lat przed wybrykiem imć Sicińskiego (Przywilej koszycki w 1374r.), tak więc mamy długą historię dbania o własną kieszeń. Aż cud, że Rzeczpospolita tyle przetrzymała…

Image

Władziu Siciński po paru głębszych…

A jak my możemy się krajowi przysłużyć? Nie czuję się kompetentny aby na to pytanie odpowiedzieć. Każdy musi sam sobie odpowiedzieć.

Wydaje mi się, że ja swoją drogę znalazłem. Dużo w życiu przeczytałem, trochę z tego pamiętam, więc spróbuję się tym podzielić, z pożytkiem dla Was, drodzy czytelnicy, bo przecież człowiek bez tradycji i znajomości historii nie ma tożsamości. Nie po to pokolenia Polaków przelewały krew, żebyśmy teraz podchodzili do tego obojętnie. Jakiś obowiązek na nas spoczywa. Bo jeśli młodzież będzie przykładać mniejszą wagę do tych spraw, za 50 lat sama będzie mówić o „polskich obozach śmierci”. A 50 lat to długi okres czasu. Nie bawię się w żadne teorie spiskowe, ale na przykład utajnienie brytyjskich akt dotyczących śmierci gen. Sikorskiego na następne 50 lat zmusza do myślenia.

Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie czas, ktoś z Polski upomni się o te i inne akta…

Categories: Podróż | Tagi: , , | 2 komentarze

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: