Casa czyli Casablanka

Przeglądając ostatnio blog zorientowałem się, że nie skończyłem opisywać mojej wizyty w Maroku. A że głównym powodem wizyty były odwiedziny starej przyjaciółki Ani, to głupio by było, gdybym nie napisał o Casablance.

poster

Plakat z filmu Casablanca

Muszę Was rozczarować, mimo że akcja filmu (jednego z moich ulubionych) dzieje się w Casablance, to film był nakręcony w całości w Los Angeles ale niech Was to nie odstrasza.

Pierwsze dwa dni spędziliśmy nadrabiając zaległości, gadając, pluskając się w wodzie (zwłaszcza Kamil, syn Ani). Następnie czas przyszedł na trochę zwiedzania. Casablanka jest finansową stolicą państwa a także jednym z największych miast i portów w Afryce. Została założona około X wieku przed nasza erą przez Berberów i miała nazwę – Anfa (wzgórze). Po Berberach przyszedł czas na Fenicjan, Rzymian, Berberów ponownie, Portugalczyków, Hiszpanów, Francuzów i w końcu Marokańczyków. Obecna nazwa miasta (początkowo nadana przez Portugalczyków – Casa Branca) jest w języku hiszpańskim i oznacza „biały dom”.

DSCN2728

Cieszyłem oczy takimi widoczkami

Casablanka jest z reguły omijana przez turystów bo i zabytków tam niewiele. Miasto zostało niemalże całkowicie zniszczone przez trzesięnie ziemi w 1755. Ja sobie jednak ostrzyłem ząbki na meczet Hassana II, jeden z niewielu meczetów dostępnych dla niewiernych.

DSCN2736

Meczet Hassana II

Meczet został ukończony w 1993 i jest największym w Maroku i plasuje się w 2-giej dziesiątce największych meczetów na świecie. Większość kosztów poniosło dwanaście milionów darczyńców, którzy złożyli się na budowę, z najniższym datkiem w wysokości niecałych 2 złotych (każdy darczyńca otrzymał paragon i certyfikat). Wnętrza mogą pomieścić 25 tysięcy wiernych a kolejne 80 tys. może się modlić na przyległych do meczetu posadzkach. Jego minaret mierzy 210 metrów i jest najwyższym na świecie. Z jego wierzchołka po zmroku włączany jest laser, skierowany w stronę Mekki.

Po meczecie oprowadzał nas przewodnik, z dumą opowiadając o budynku. Wszystkie materiały budowlane pochodzą z Maroka, oprócz jednego – szklanych żyrandoli, które zostały zamówione z weneckiej Murano. Ale czas na zdjęcia:

DSCN2739

Wrota wiodące do wnętrza

DSCN2774

Niestety mój stary aparat nie nadawał się zbytnio do robienia zdjęć w takich wnętrzach…

DSCN2768

Ale coś tam widać

DSCN2746

Antresole po obu stronach nawy głównej są dla kobiet. Kobiety modlą się osobno, żeby nie rozpraszać mężczyzn w czasie modlitwy

DSCN2769

Mihrab, wskazujący Mekkę

DSCN2783

Żaden muzułmanin nie przystąpi do modlitwy brudny, każdy meczet musi więc mieć odpowiednie zaplecze sanitarne

Jako że następnego dnia wyruszałem do Marrakeszu, skąd miałem powrotny lot do Londynu, postanowiłem wykorzystać te ostatnie godziny w Casie na maksa. Nabil, mąż Ani zabrał mnie na tradycyjny marokański targ. Nabil jest bardzo popularnym muzykiem marokańskim, grającym na instrumencie zwanym „lutnią Arabów” – oud. Kiedy dotarliśmy na targ, ze zdziwieniem zauważyłem człowieka który bardzo serdecznie i z szacunkiem pozdrowił Nabila – jak widać nie powiodła się Nabilowi próba przemknięcia przez targ incognito. Na mnie też ludzie się patrzyli, ale nie dlatego, że jestem sławny a dlatego, że byłem jedynym, który nie mógłby się wtopić w tłum, nawet gdybym bardzo się starał 🙂

Na targu można kupić wszystko, od używanego odtwarzacza wideo, przez parę butów, aż po świeże mięso i żywe zwierzęta. Można sobie wybrać żywego kurczaka i pan na miejscu go zabije i oporządzi. Była to mieszanka zapachów i odgłosów, którą ciężko opisać słowami, ale zapraszam na blogowego FB, gdzie można obejrzeć krótkie filmiki. A poniżej kilka zdjęć:

DSCN2813

Można kupić sianko…

DSCN2818

zestaw kina domowego :)…

DSCN2823

wyposażyć lodziarnię…

DSCN2830

czy kupić coś na obiad.

Jako że był Ramadan i Nabil pościł, poczekaliśmy z obiadem do zachodu słońca. I tu ciekawostka, żeby rozruszać żołądek, zaczęliśmy posiłek od kawy z mlekiem i słodyczy.

DSCN2834

Posiłek zacząć czas.

Ale nie martwcie się, później było bardziej treściwie – pyszny couscous z mięsem i warzywami 🙂 Po obiedzie czekała mnie kolejna niespodzianka – Nabil zabrał mnie około północy do miasta i przeżyłem szok! Całe rodziny były na zewnątrz, przechadzając się po zasłużonym posiłku i rozkoszując się chłodnym powietrzem. Wszędzie były małe stoiska oferujące przekąski dla tych, którzy byli jeszcze głodni. Ja nie byłem, ale skusiłem się na miseczkę gotowanych ślimaków wyciągniętych z wielkiego gara, razem z bulionem, w którym się gotowały. Był to pierwszy raz kiedy spróbowałem ślimaków i były przepyszne!!!

Nie może oczywiście zabraknąć polskich śladów. Jeśli oglądaliście „Casablankę” to wiecie, że akcja toczy się w czasie wojny i choć nie jest to głównym wątkiem filmu, w miastach takich jak Casablanka wywiady państw ścierały się ze sobą non-stop. I to właśnie w północno-zachodniej Afryce działał major Mieczysław „Rygor” Słowikowski. Stworzył on prężnie działającą siatkę wywiadowczą o nazwie „Agencja Afryka”, składającą się z kilku tysięcy ludzi. To działania tej siatki i zebrane przez nią informacje pozwoliły Aliantom na udaną operację desantową „Torch” w północnej Afryce. Tzw. „zachodnie zgrupowanie” pod dowództwem generała Pattona wylądowało w okolicy Casablanki.

rygor

Mieczysław „Rygor” Słowikowski

Wybuch wojny zastał na Morzu Śródziemnym okręt szkolny polskiej Marynarki Wojennej ORP „Iskra”. 2 września „Iskra” powróciła do Casablanki, gdzie z opuszczoną banderą i szkieletową załogą okręt czekał aż do lipca 1940, kiedy to przepłynął do Gibraltaru, zabierając przy okazji polskich żolnierzy, głównie pilotów. Wojnę „Iskra” spędziła w Gibraltarze, wliczając w to roczną przygodę w służbie Royal Navy jako HMS „Pigmy”. W 1948 roku „Iskra” bezpiecznie powróciła do Polski.

iskra

ORP „Iskra”

W Maroku żyje mała grupka Polonii, skupiona głównie w Casablance i Rabacie. Są to w większości mieszane polsko-marokańskie małżeństwa. Pary zapoznały się albo w Polsce albo w zachodniej Europie. Pod koniec ubiegłego wieku powstał kobiecy klub pod nazwą „Wesołe kumoszki”. Moja przyjaciółka, Ania, należy do tego klubu, aczkolwiek mimo że kumoszki nadal są wesołe, polonia marokańska się wykrusza 😦

I to by było na tyle. Jeśli chodzi o polskich podróżników i odkrywców w Maroku, będą oni częścią wpisu traktującego o całej północnej Afryce. Spędziłem cudowne dni i zdecydowanie chcę wrócić do Maroka i polecam wszystkim wizytę!

Bibliografia:

http://przeglad.australink.pl/literatura/sladami/maroko.pdf

 

Reklamy
Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: