Marcin w Mombasie

No i wylądowaliśmy w hotelu na Plaży Diani. Hotel to właściwie kilka dużych domków gdzie parter i piętro stanowiły osobne pokoje z aneksami kuchennymi, ten na dole będący bardziej małym mieszkankiem. Cała posiadłość otoczona jest murem a między domkami mnóstwo zieleni – krzaków z kwiatkami i palm. Zostaliśmy ostrzeżeni, żeby zamykać wszystkie okna bo małpy lubią wchodzić do domków. Do naszego też dorwał się jakiś pawian, zjadł nam czekoladę i bezwstydnie narobił na podlogę.

IMG_2448

Prawie jak w raju

Po śniadanku plaża ale niestety aura była wyjątkowo niesprzyjająca. Mocno wiało, wysokie fale, czerwona flaga wywieszona. Spróbowałem oczywiście tuż przy brzegu i fale rzucały mną na prawo i lewo, musieliśmy się więc pogodzić z faktem, że pływania nie będzie. Ale zamoczyłem się w Oceanie Indyjskim! Mimo że poza sezonem, po plaży kręciło się sporo osób próbujących sprzedać masajskie rękodzieła… Trochę sie poopalaliśmy, ucieliśmy sobie pogawędkę z ochroniarzem pracującym w hotelu przy plaży i trzeba było się zwinąć. Zabukowaliśmy sobie na następny dzień jednodniową wycieczkę na łodzi, kupiliśmy świeżych owoców i awokado i postanowiliśmy mieć spokojny wieczór. Do przemieszczania się wzdłuż Plaży Diani można użyć matatu, tuk-tuka albo gościa z motorem – siada się z tyłu i jazda. Dobrze się dowiedzieć wcześniej jakie są stawki bo będą próbowali zedrzeć kasę i trzeba się targować! Wzdłuż drogi rozłożone są hotele, wszystkie otoczone murami, niektóre bardzo ekskluzywne, z polami golfowymi. Pomiędzy tymi posiadłościami widać szałasy. Na początku myślałem że może to jakieś lokalne restauracje ale szybko okazało się, że mieszkają tam ludzie, najpewniej ci pracujący w pobliskich kurortach. Jednak nie zobaczysz tego, jeśli spędzisz dwa tygodnie nie wychylając nosa z hotelu. W niemalże każdym biznesie musi być ciemna strona…

Rano zamówiliśmy u kucharza świeżą rybę na wieczór (codziennie rano przychodzili rybacy sprzedający ryby z połowu) i załadowaliśmy się do busika zbierającego ludzi po hotelach. Pojechaliśmy na południe, do Shimoni, małej wioski w pobliżu granicy tanzanijskiej, która to wioska kiedyś służyła za port przeładunkowy, a przeładowywano niewolników. Dzisiaj można zwiedzać w Shimoni „jaskinie niewolnicze”, w których trzymano niewolników. Po drodze zorientowaliśmy się, że kilka litrów wody, które przygotowaliśmy na podróż… zostały w domku. Zakupiliśmy więc dwie butelki najdroższej chyba na świecie wody i paczkę cukierków dla dzieci na wyspie Wasini i zaokrętowaliśmy się na dau (ang. dhow) – arabskiej łodzi żaglowej. Było nas około 12 osób, wliczając kilku Polaków. Chyba Kenia nie jest już aż tak egzotyczną destynacją.

DSC02017

Nasza dhow

W planie wycieczki miały być odwiedziny na wyspie Wasini, lunch, snorkelling i wypatrywanie delfinów. Wypłynęliśmy więc!

DSC02020

Mała dhow z tradycyjnym żaglem arabskim

DSC02036

Od nadmiaru błękitu aż się w głowie kręciło

Przewodnicy ostrzegali, że nie mogą zagwarantować, że znajdziemy delfiny ale udało się! Pierwszy raz w życiu widziałem delfiny na żywo i powiem Wam, że nie rozczarowują!

DSC02050

Stado około 30-tu delfinów dokazywało dookoła łodzi przez dobre 5 minut

Po delfinach przyszedł czas na nurkowanie z rurką. Ja nigdy nie czułem się swobodnie w wodzie ale założyłem kamizelkę i spróbowałem. Trochę było wietrznie, fale spore więc za dużo nie zobaczyłem i nieźle się zmęczyłem. Ale po nurkowaniu dopłynęliśmy do wyspy Wasini, gdzie czekał już pyszny lunch – seafood!

IMG_2464

Pychotka!!!

Po lunchu wybraliśmy się na spacer po wyspie a towarzyszyły nam wszędzie dzieciaki, które nachalnie wystawiały ręce po wyżej wspomniane cukierki. Prawdę mówiąc, wołałbym im rozdać jakieś flamastry niż słodycze bo dentysty to raczej nie widzą tam często a papierki walają się po całej wyspie.

DSC02063

Wyspę zamieszkują jakieś trzy tysiące ludzi to i klub piłkarski musi być – Wasini United FC 🙂 Gdyby ktoś jednak nie był zainteresowany rozgrywkami tej ligi na tablicy wypisane są mecze europejskich lig…

DSC02064

Te tereny na wyspie są zalewane kiedy przychodzi przypływ i stąd też pochodziły kraby i homary spożyte przez nas na lunch.

Wyspa Wasini leży jakieś 75 kilometrów na południe od Mombasy, w tzw. Morskim Parku Narodowym Kisite-Mpungut, w pobliżu granicy z Tanzanią. Ma powierzchnię około 20 kilometrów kwadratowych i jest zamieszkana przez niecałe 3 tysiące ludzi, potomków lokalnej ludności i arabskich przybyszów. Ludzie używają dialektu Suahili. Suahili jest swoistym lingua franca w centralnej i wschodniej Afryce. Sporo słów pochodzi z arabskiego i jest używany przez kilkadziesiąt milionów ludzi. Głównymi żródłami dochodu na wyspie są turystyka i rybołóstwo. Islam jest dominującą religią. Wszelkie dobra są przenoszone ręcznie lub przy użyciu taczek bo na wyspie nie ma nawet rowerów.

Po zwiedzeniu wyspy załadowaliśmy się na łódkę i wróciliśmy do Shimoni skąd busik zabrał nas z powrotem do hotelu gdzie czekała na nas uczta – ryby i krewetki!

IMG_2473

Trochę tego dużo na naszą dwójkę…

Większość kolacji wzięliśmy do pokoju bo ja zacząłem się dziwnie czuć. W nocy nie spałem dużo, miałem dreszcze, na drugi dzień czułem się jakbym miał grypę. Na dodatek okazało się, że pociąg z Mombasy do Nairobi, którym jechał Tomek Wilmowski i który miał być dla mnie główną atrakcją w Kenii, został zawieszony.

IMG_2515

Nie jestem w stanie opisać mojego rozczarowania zawieszeniem pociągu, jedyne co mi pozostało to zrobić zdjęcie… zdjęcia pociągu.

Kupiliśmy więc bilety na samolot, przedłużyliśmy pobyt o jedną noc i ja spędziłem dzień w łóżku, mając nadzieję, że się wykuruję. Zaczęliśmy czytać w internecie o objawach i wyszło na to, że może to malaria. Braliśmy tabletki ale one nie są w stu procentach skuteczne, postanowiliśmy więc wybrać się do szpitala – ubezpieczenie i tak mieliśmy wykupione. W ciągu trochę ponad godziny, widziałem się z lekarką, zostały zrobione wszystkie testy i okazało się, że mam infekcję bakteryjną i że jestem porządnie odwodniony. Pamiętacie te dwie przepłacone butelki wody? Najwidoczniej nie wystarczyły. Musiałem mieć podłączoną kroplówkę z antybiotykiem i na wzmocnienie organizmu. Jako że byłem odwodniony moje żyły zaniknęły i pielęgniarz zaczął niemalże na siłę wciskać igłę. Prawie zemdlałem, więc mnie położyli na łóżku i pan dalej się męczył, powtarzając „pole, pole” co mniej więcej znaczy: „spoko, spoko, powoli, powoli”. W pewnym momencie miałem ochotę coś mu powiedzieć. Matylda widziała co się święci i na wszelki wypadek stała blisko łóżka 😉 do pana dołączyły dwie młode, chichoczące pielęgniarki, które chciały popatrzeć. W końcu przyszła lekarka i w 10 sekund znalazła żyłę…

IMG_2481

Będę żył, jak to Rzędzian powiedział 🙂

W sumie, w ciągu dwóch godzin zostałem przebadany, zdiagnozowany i zacząłem leczenie. Całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że 30 minut musieliśmy czekać na technika wykonującego badania krwi. Zdecydowanie polecam szpitale w Kenii! 😉 Cała impreza kosztowała około 100 dolarów.

Niestety musiałem wrócić rano na kolejną kroplówkę co oznaczało, że nie zwiedzimy Mombasy, na co również czekałem. Jak dotąd, Kenia rozczarowywała… Mieliśmy wystarczająco dużo czasu żeby zrobić rundkę samochodem dookoła miasta więc musiałem się tym zadowolić.

IMG_2489

Udało się przejechać pod wielkimi, aluminiowymi kłami na Bulwarze Moi

IMG_2488

Zbudowany przez Portugalczyków Fort Jezus (Forte Jesus de Mombaça) też niestety obejrzałem tylko z samochodu 😦

I tak zakończyła się moja próba podboju wybrzeża wschodnioafrykańskiego. Trzeba będzie wrócić w innym sezonie, żeby spędzić trochę czasu na plaży i zwiedzić Mombasę. Wsiedliśmy do samolotu lecącego do Nairobi, gdzie mieliśmy zostać przez parę dni u mojej znajomej Gosi, którą poznałem w Meksyku, ale o tym w następnym wpisie.

IMG_2504

Cudowny widok z samolotu – po lewej Kilimandżaro a po prawej Góra Meru

Reklamy
Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: