Nowa nadzieja…

Czas najwyższy zacząć nadrabiać zaległości, a że to niedziela, ciąży więc na mnie niejako obowiązek wywiązania się ze złożonej obietnicy. Tytuł wpisu wyraża nadzieję na to, że autor weźmie d..ę w troki i zacznie regularnie blogować 🙂

Wracamy dzisiaj do Meridy (po raz kolejny), a dokładniej do ruin znajdujących się w pobliżu. Mowa o Mayapan.Wyprawa do tych ruinek była jedną z najprzyjemniejszych dotychczas. Złożyły się na to 4 czynniki: moją bazą wypadową była Merida, którą uwielbiam, cały koszt wyprawy (transport, wstęp) zamknął się w 76 pesetach, miałem całe ruinki niemalże wyłącznie dla siebie i można było się wspiąć na każdy budynek.

Mayapan (nazwa oznacza „Sztandar ludu Majów”) założone zostało w drugiej połowie VIII wieku, szczytowy okres rozwoju przypada na lata ok. 1220-1440, kiedy to miasto było jednym z najważniejszych na Jukatanie, a w 1441r. w wyniku buntu przeciwko rządzącej rodzinie zostało zrabowane, spalone i opuszczone. W zasięgu murów znajdowało się około 4 tysięcy budynków, w których zamieszkiwało około 12 tysięcy mieszkańców. Największym budynkiem jest świątynia Kukulkana, która jest mniejszą kopią tej z Chichen Itza.

DSCN3696

DSCN3704

DSCN3723

DSCN3729

Miałem jeszcze czas, żeby spotkać się w Meridzie z Cristiną i Noemie na szybkie jedzonko (wpis o meksykańskim jedzeniu już niedługo) i czas najwyższy nadszedł, żeby się udać na spoczynek.

Następnego dnia wsiadłem w autobus do Campeche („Miejsce węży i kleszczy”), stolicy stanu o tej samej nazwie. Skłoniło mnie do odwiedzin parę rzeczy, piękne zdjęcia starówki w internecie, fakt, że starówka została wpisana na listę UNESCO i stare hiszpańskie forty.

Zatrzymałem się w hostelu przy samym głównym placu i prawdę mówiąc, jest to jedyna pozytywna rzecz odnośnie tego hostelu… Same miasto jest… nudne. Infrastruktura turystyczna praktycznie nie istnieje, starówka jest ładna, ale monotonna. Owszem, wszystkie budynki w obrębie murów zostały pomalowane na jaskrawe kolory, ale niczym się one nie wyróżniają. Zazwyczaj w Campeche zatrzymują się ludzie, którzy potrzebują przerwy podróżując z Palenque do Meridy i jeśli nie jesteś wielkim fanem fortów hiszpańskich albo jaskrawo pomalowanych kamieniczek, nie polecam dłuższego postoju niż 1 (jedna) noc. Popołudnie wystarczy, żeby obejść starówkę, złapać zachód słońca i strzelić parę ładnych fotek.

DSCN3747

Widok na katedrę i główny plac

DSCN3746

DSCN3754

Przyznaję, zachód słońca był przyjemny…

DSCN3772

Podobne zdjęcie skłoniło mnie do przyjazdu do Campeche…

DSCN3773

Fort na południowej stronie miasta

DSCN3782

Wizerunki piratów, którzy najechali Campeche

DSCN3827

Muzeum ze stelami jest warte odwiedzenia

Fort San Miguel robi wrażenie, a poza tym to bardzo przyjemny spacerek

Fort San Miguel robi wrażenie, a poza tym to bardzo przyjemny spacerek

SAMSUNG

OK, zachody słońca były naprawdę fajne :)

OK, zachody słońca były naprawdę fajne 🙂

Miasto założone w 1540 roku na miejscu miasta Majów o nazwie Canpech. Budowa katedry na głównym placu została rozpoczęta w tym samym roku, zakończona z powodu ataków pirackich ponad 160 lat później. Ataki te były też głównym powodem wzniesienia murów miejskich i wspomnianych wcześniej fortów.

Ja niestety spędziłem tam cztery noce. Trzeba było jakoś ten czas wypełnić. Tak więc poza obejściem starówki jakieś 16 razy, kilkunastu wizytach na targu poza murami, udałem się do małego muzeum pokazującego jak kiedyś szlachta hiszpańska mieszkała (w Meridzie i Guadalaharze wstęp do podobnych muzeów był darmowy, ale Campeche musi się czymś wyróżniać – 10 pesiaków). Z poznanym w hostelu fińskim celnikiem poszliśmy na wycieczkę po fortach, w jednym zwiedzając małe muzeum ze stelami przewiezionymi z ruin jukatańskich, a w drugim (San Miguel), oddalonym o parę kilometrów od centrum, małe muzeum archeologiczne. W drodze powrotnej miała miejsce śmieszna sytuacja, Tony (Fin) chciał coś zjeść, więc siedliśmy w przydrożnej knajpce, powiedziałem mu, że musi podejść do lady, bo tak miejscowi robili w tym lokalu, ale on próbował zaczepiać przechodzącą panią, która tam pracowała, ale nie była kelnerką i oczywiście zamawiał po angielsku. Pa paru nieudanych  próbach zirytował się i wyszedł… Doskonały przykład na to, z jakim nastawieniem nie należy podróżować.

Żeby nie tracić juz więcej czasu w Campeche, wybrałem sie do ruin Edzna. Stare miasto, założone około 400 roku przed naszą erą, a opuszczone około 1500 naszej ery. Po raz pierwszy widziałem tzw. Akropolis, gdzie też znajduje się najwyższy budynek, na który nie można się wspinać, ale co to za przeszkoda dla Meksykanina z synem, kiedy chłopak mu powiedział,  że nie można, tamten tylko machnął ręką. Niestety nic mu się nie stało 🙂

SAMSUNG

Pierwszy rzut oka na Akropolis

SAMSUNG

Malutkie boisko do gry w piłkę

SAMSUNG

Najwyższa świątynia, to tutaj nie wolno było się wspinać

SAMSUNG

Po czterech dniach w Campeche z ulgą wsiadłem w autobus do Meridy. Kolejny tydzień spędziłem tam, ale nie próżnowałem, nie bójcie się. Ale o tym za tydzień, być może juz ze stolicy Meksyku 🙂

 

 

Reklamy
Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: