Viva Mexico Cabrones!

Mam małe opóźnienie, ale nie martwcie się, aż tak dużo się nie działo 🙂 Musiałem wziąć przerwę od podróżowania i pobyczyć się na plaży – wróciłem m.in. na wyspę Holbox, ale tym razem miałem słońce przez cały tydzień. Pewnie jeszcze tam wrócę. Ale do rzeczy, biorąc pod uwagę, że już od 10 dni jestem w Stanach, czas najwyższy nadrobić zaległości.

W Meridzie zatrzymaliśmy się u Cristiny z Couchsurfingu. Mieliśmy tylko chwilę, żeby rzucić okiem na układ miasta, który to widziałem powielony w wielu miastach i miasteczkach meksykańskich, które były założone przez Hiszpanów. W centrum zawsze jest duży plac, po jednej stronie którego stoi kościół, a po drugiej zazwyczaj budynek, nazwijmy go, administracji publicznej. Od placu odchodzą ulice, krzyżujące się pod kątem prostym i dzielące przylegający do placu teren na równe kwadraty. Miasta tak zakładane mają to do siebie, że są bardzo łatwe w nawigacji. Cancun, które było zbudowane w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jest bardzo chaotyczne. Często wzdłuż placu znajdowały się kamienice szlachty hiszpańskiej, w przypadku Meridy była to rodzina Montejo, której to przedstawiciel, Francisco de Montejo y León („el Mozo”) założył Meridę w 1542 na miejscu miasta Majów T’Hó. Zwiedziliśmy kamienicę Montejów, którzy to zamieszkiwali tę posiadłość do lat 70-tych ubiegłego wieku. Sami oceńcie na jakim poziomie żyli potomkowie konkwistadorów.

Katedra Św. Ildefonsa - pierwsza w Nowym Świecie (pomijając basen Morza Karaibskiego)

Katedra Św. Ildefonsa – pierwsza w Nowym Świecie (pomijając basen Morza Karaibskiego)

Casa de Montejo, zbudowana w 1549 roku

Casa de Montejo, zbudowana w 1549 roku

Sypialnia (i basenik)

Sypialnia (i basenik)

Patio

Patio

Wieczorem udaliśmy się na plac Santiago, gdzie zjedliśmy panuchos (smażona na głębokim tłuszczu tortilla z różnymi dodatkami), a później wybraliśmy sie na przejażdżkę po pasażu Montejo, wzdłuż którego znajdują się przepiękne rezydencje, w większości okupowane teraz przez banki.

Na drugi dzień Cristina podrzuciła nas na dworzec, skąd wzięliśmy autobus do Uxmal (Uszmal), ruin miasta Majów założonego prawdopodobnie w VI wieku, zbudowanego w stylu Puuc. Przybyliśmy rano i dopiero koło południa zaczęły się zjeżdżać autobusy z wycieczkami, więc mogliśmy się przechadzać bez konieczności przebijania się przez tłumy. Uxmal znaczy „zbudowane trzy razy”, aczkolwiek główna świątynia składa się z… pięciu różnych świątyń. Główną atrakcją jest Świątynia Czarownika, mająca 38 metrów wysokości i charakterystycznie zaokrąglone boki. Jest to główna budowla całego kompleksu, niestety nie da się na nią wspiąć. Kolejnymi budynkami robiącymi wrażenie są Pałac Gubernatora (nazwy te były nadawane przez Hiszpanów), boisko do gry w piłkę (pelote – znowu hiszpański) i kwadratowy kompleks, którego przeznaczenie nie jest znane – mogła to być świątynia albo akademia wojskowa. Miałem też okazję zabawić się w Indianę Jonesa, kiedy to zapuściliśmy się w nieuczęszczaną część kompleksu i znaleźliśmy nieodrestaurowaną świątynię – oczywiście musiałem się wspiąć (znaczy się odkryć i zdobyć 🙂 ). Na budynkach często można zobaczyć maski Chaaca (boga deszczu) i Kukulcana (boga wiatru). Był to bardzo udany dzień – wreszcie mogłem zobaczyć na własne oczy to, o czym tylko czytałem…

W tym budynku mieści się Muzeum Antropologiczne

W tym budynku mieści się Muzeum Antropologiczne

Świątynia Czarownika - stojąc naprzeciwko i klaszcząc można usłyszeć echo - oczywiście każdy klaskał :)

Świątynia Czarownika – stojąc naprzeciwko i klaszcząc można usłyszeć echo – oczywiście każdy klaskał 🙂

Maski bożków

Maski bożków

Pałać Gubernatora (Królewski) z najdłuższą fasadą w Mezoameryce

Pałac Gubernatora (Królewski) z najdłuższą fasadą w Mezoameryce

Część budowli o, jak już wspominałem, nieznanym przeznaczeniu. W tle, po lewej Pałac Królewski

Część budowli o, jak już wspominałem, nieznanym przeznaczeniu. W tle, po lewej Pałac Królewski

W piłkę grano w całej Mezoameryce. Przegrani często płacili swoimi głowami... Może nasi by lepiej w piłkę grali, gdyby groziło im skrócenie o głowę?

W piłkę grano w całej Mezoameryce. Przegrani często płacili swoimi głowami… Może nasi by lepiej w piłkę grali, gdyby groziło im skrócenie o głowę?

A teraz wszyscy nucimy motyw przewodni z Indiany Jonesa (podobno wyglądałem na bardzo szczęśliwego)

A teraz wszyscy nucimy motyw przewodni z Indiany Jonesa (podobno wyglądałem na bardzo szczęśliwego)

Widok na świątynię od strony Pałacu Gubarnatora

Widok na świątynię od strony Pałacu Gubernatora

Dzień zakończył się spożywaniem mezcalu (wódka z agawy), tańcach (ja tylko patrzyłem) przy akompaniamencie pochodzących z Rosji piosenek 😦

Mezcaleria

Mezcaleria

Nazajutrz Cristina podrzuciła nas na dworzec, skąd udaliśmy się do Valladolid, gdzie oczekiwał nas kolejny gospodarz z CS – Tony. Ale o tym w następnym odcinku.

Reklamy
Categories: Podróż | Tagi: , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zobacz wpisy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: