Monthly Archives: Październik 2012

Oda do bigosu

Brrr, zimno i pada… Przy takiej pogodzie zawsze nachodzi mnie ochota na bigos, a nie wiedzieć czemu bigos kojarzy mi się z… Trylogią Sienkiewicza. Za oknem zawierucha, a Ty siedzisz w ciepłym domku, zajadasz sie bigosem i oglądasz Potop. Ilu z Was ma takie wspomnienia? Ja wiem, że wszyscy narzekają, że w każde święta puszczają którąś z części (albo nawet wszystkie), ale niezmiennie filmy te gromadzą miliony Polaków przed telewizorami. I nawet ostatnia z nakręconych części, Ogniem i Mieczem, mimo że odbiega klimatem od poprzednich, da się jak najbardziej obejrzeć. Ciekawi mnie tylko czy młodzież dzisiaj czyta jeszcze takie dzieła? Jak ekranizacja kojarzy mi się z zimą (i bigosem), tak książki kojarzą mi się z wakacjami na wsi u dziadków, pod Krakowem. Szczylem byłem, kiedy się dorwałem do Trylogii (nie, nie mówię o Tolkienie) i nie mogłem się oderwać. Kiedy czytałem o stepach ukraińskich, czułem dziwny niepokój pomieszany z podekscytowaniem – zew jednym słowem. Podobne uczucie miałem kiedy czytałem o pograniczu w Ameryce Północnej w XVIII wieku. I wiem, że Trylogia mija się z faktami, ale przecież była napisana „ku pokrzepieniu serc”… A lektura „Ogniem i Mieczem” i „Pana Wołodyjowskiego” zwróciła mnie z czasem w stronę twórczości profesora Władysława Serczyka, któremu daleko do fantasty, a dzięki któremu szesnasto i siedemnastowieczna Ukraina ożywa.

Rzeczpospolita Obojga Narodów w XVII wieku – a gdyby była Trojga Narodów…?!?

Wszyscy pamiętamy scenę obrony Częstochowy z Babiniczem na czele. Nieraz czytałem zarzuty historyków-amatorów, jak to Sienkiewicz za bardzo to oblężenie rozdmuchał, ale zawsze twierdziłem, że Trylogia to nie książka historyczna. W poście o Pułaskim wspomniałem, jak to dowodził on udaną obroną Częstochowy w latach 1770-71 i są głosy znawców, że to Pułaski posłużył Sienkiewiczowi jako pierwowzór postaci Andrzeja Kmicica. Wiem, że dla wielu z Was to nie będzie wielkie odkrycie, ale przez Trylogię przewija się mnóstwo postaci historycznych bądź wzorowanych na nich.

Słynna scena pojedynku pomiędzy Kmicicem i Wołodyjowskim

I tak Andrzej Kmicic (oprócz Pułaskiego) był wzorowany na Samuelu Kmicicu, herbu Radzic II, strażniku wielkim litewskim, który zawiązał konfederację przeciwko zdrajcy Radziwiłłowi, walczył ze Szwedami i Rosjanami. I on, tak jak Sienkiewiczowski Kmicic, popadł w tarapaty za zbuntowanie chorągwi i zawiązanie konfederacji przeciwko Janowi Kazimierzowi i został objęty infamią (utrata czci i dobrego imienia), jednak przywrócony został przez króla do łask.

Nasz przystojniak, Jan Skrzetuski, dostał nowe imię od Sienkiewicza, bowiem wzorowany on był na Mikołaju Skrzetuskim, herbu Jastrzębiec, szlachcicu, który przebrany za chłopa, wymknął się z oblężonego Zbaraża. Czyn ten uczynił go sławnym na całą ówczesną Polskę. Walczył pod Czarnieckim, Sobieskim, dosłużył się pułkownika i nawet doczekał się paru wyroków sądowych za próbę przymuszenia szlachcianki do małżeństwa 🙂

Widok husarii jest… budujący. Nie było w tym czasie formacji w Europie, czy to piechoty czy kawalerii, która mogłaby nawiązać równorzędną walkę z husarią.

„Mały rycerz”, Michał Wołodyjowski też dostał nowe imię (choć tak naprawdę Sienkiewiczowski Wołodyjowski używał drugiego imienia, bo przecież Św. Jerzy smoka zabił). Wzorował się Sienkiewicz na Jerzym Wołodyjowskim, herbu Korczak, który służył pod hetmanem Sobieskim jako rotmistrz a poźniej pułkownik. Niestety zgadza się sposób, w jaki zginął prawdziwy Wołodyjowski – w wyniku wybuchu prochu w Baszcie Czarnej w Kamieńcu Podolskim, ugodzony kartaczem w głowę, zginął na miejscu.

Kamieniec Podolski – z pewnością spędzę tam kilka godzin…

Krytykowany w swoich czasach za Trylogię, stworzył Sienkiewicz dzieło ponadczasowe, które jeszcze długo będzie nas zabawiać. Ja, kiedy pomyślę o dzisiejszej zachodniej Ukrainie i miejscach jak Chocim czy Kamieniec Podolski, które zamierzam odwiedzić w czasie podróży, dostaję gęsiej skórki. Ale to jeszcze trochę musi poczekać. W międzyczasie, weekend się zbliża i z mojej kuchni pełnej niespodzianek będzie się dobywał zapach i bulgot gotującego się bigosu, który będzie konsumowany wieczorem, przy czerwonym winie i Potopie z dvd 🙂

Categories: Różności | Tagi: , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Aktualności

Uff, przez ostatnie parę tygodni miałem tyle do zrobienia w pracy, że nie wiedziałem w co ręce najpierw wsadzić 😦 Nawet zapomniałem odliczać, a tu już tylko 244 dni zostało 😀 W tym tygodniu rozpocząłem szczepienia i to mi uzmysłowiło, że naprawdę się zbliżamy do „godziny W”. W poście dzisiejszym pozwolę sobie tylko uaktualnić plany, które (a to coś nowego!) troszeczkę się zmieniły. Pod wpływem uroczej pary z Brazylii, Edu i Cynthii (naszych gości z Couchsurfing), postanowiliśmy dodać Brazylię do naszej listy. Gościliśmy ich na początku czerwca (dokładnie wtedy kiedy dostaliśmy baty od Czechów na Euro) przez kilka dni. Oni dopiero rozpoczynali swoją podróż i Londyn był ich pierwszym przystankiem. Okazało się, że bratnie dusze mogą mieszkać w tak odleglym miejscu jak Sao Paolo. Po kilku godzinach mieliśmy wrażenie, jakbyśmy znali się w czwórkę od conajmniej 10-ciu lat. Pod wpływem ich opowieści, stwierdziliśmy, że jednak odwiedzimy Brazylię, zwłaszcza że oni zdążą już wrócić z podróży i będziemy mogli się u nich zatrzymać; zaoferowali nam również pomoc przyjaciół w Rio 🙂 Do Sao Paolo ciągnie mnie z powodu Kolekcji Sanguszków. Sanguszkowie (Sanguszkowicze), herbu Pogoń Litewska, to stary ród magnacki wywodzący się od brata Władysława Jagiełły, Fiodora. Ale wracając do zbiorów. Pamiętając, że część zbiorów zaginęła w czasie I Wojny Światowej, książe Roman Sanguszko, po wybuchu kolejnej wojny w 1939r., załadował kolekcję na ciężarówki i z Podhorców przez Rumunię, zbiory trafiły do Brazylii, gdzie pozostają pod opieką fundacji kulturalnej Sanguszków i ostatniego potomka rodu, ks. Pawła Sanguszko.

Pałac Sanguszków w Podhorcach

Nie martwcie się jednak, jeżeli nie możecie pojechać do Brazylii – duża część kolekcji znajduje się w posiadaniu Tarnowskiego Muzeum Okręgowego, troszeczkę bliżej 🙂 Ja spróbuję zobaczyć coś z tej kolekcji w Sao Paolo, o czym z pewnością czytelnikom uprzejmie doniosę:) Polonia w Brazylii jest również spora. Co prawda wskutek rozpoczętej pod koniec lat 30-tych nacjonalizacji, nowe pokolenia straciły kontakt z językiem, kulturą i Polską, ale odrodzenie rozpoczęło się na początku lat 80-tych, Papież-Polak będący prawdopodobnie motorem tych dążeń odrodzeniowych.

Druga zmiana dotyczy początkowego etapu podróży. Planowaliśmy z Krymu lecieć do Taszkientu, ale to by było zbyt proste… Weźmiemy z Krymu prom do Gruzji. Objedziemy Gruzję, Armenię (w 301r. n.e. Królestwo Armenii jako pierwsze państwo uznało chrześcijaństwo jako religię panującą – nawet przed Cesarstwem Rzymskim) i zjedziemy Turcję ze wschodu na zachód, kończąc w Stambule, skąd weźmiemy samolot do Uzbekistanu.

Klasztor Tatew w Armenii

Kolejna zmiana dotyczy Harbinu w Chinach, tudzież w Mandżurii. Nie wiedziałem jak zaciągnąć tam moją ślubną, bo fakt, że miasto zostało założone przez Polaków nie był wystarczająco ważny, aby nadłożyć tyle drogi. Rozwiązanie samo się nasunęło. Oglądałem kiedyś program o Chinach i nagle pokazują Harbin i opowiadają o Festiwalu Lodu, który rozpoczyna się 5 stycznia każdego roku. I moim oczom ukazały się całe budynki wyrzeźbione w lodzie, które wieczorem są podświetlane różnokolorowymi światłami. Wyglądało to magicznie. Szybko wyszukałem dodatkowe informacje w necie, podsunąłem żonce i już wiedziałem, że takiego show moja Droga Małżonka sobie nie odpuści 😀 Trzeba będzie trochę pokombinować z terminami, ale damy radę.

Harbin w czasie festiwalu – to wszystko zostało wyrzeźbione w lodzie

Ostatnia zmiana dotyczy Stanów. Miało ich nie być, ale chyba będą. Gdyby się okazało, że coś tam jeszcze w portfelu zostało, kiedy znajdziemy się w Meksyku, trzeba mieć plan. I ja ten plan mam! Znalazłem blog naszego rodaka, który kupił jakiegoś grata, i z opłatami i ze wszystkim wyszło mu około $1000. Podobno nawet mechanik mu powiedział, że by w tym czymś nie wyjechał za miasto… Cóż, mechanik ze mnie żaden, a poza tym my nie mamy nikogo w Stanach, kto mógłby nam pozałatwiać wszystkie formalności. Trochę zmarkotniały wszedłem na stronę Avisa. Sprawdzałem wcześniej Avisa w Gruzji i chcieli £600 za dwa tygodnie, więc nie miałem na co liczyć, ale nadzieja matką wynalazków, czy coś tam… BAM! Średniej wielkości samochód osobowy, z ubezpieczeniem, na 2 miesiące… $1000 „Stany, Stany, fajowa jazda…” 😀 Oczywiście trzeba będzie dorzucić coś za drugiego kierowcę, ale dostajesz prawie nowy, ubezpieczony samochód. Oh yeah!!! A skoro będę w Stanach, to jak mógłbym nie odwiedzić kuzyna w Edmonton i znajomych w Toronto?!? To wszystko oczywiście pod warunkiem, że jeszcze będziemy mieli kasę w Meksyku… Jeśli w ogóle dotrzemy do Meksyku 😀

Także to tyle jeśli chodzi o aktualności. Jesień przyszła, trzeba będzie niedługo kupić dynie i porobić lampiony. Ja długie jesienno-zimowe wieczory wykorzystam na lekturę, bo czasu coraz mniej, a Plan niemalże z każdym tygodniem staje się coraz ambitniejszy. Trzymajcie się ciepło (powiedział, pijąc gorącą herbatę z malinami…).

Categories: Podróż | Tagi: , , , , | Dodaj komentarz

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: