Monthly Archives: Lipiec 2012

Odkrywca starożytnej Samarkandy

Niemalże za każdym razem kiedy rozmawiam z kimś na temat trasy podróży widzę u rozmówcy uniesioną brew. W 9-ciu na dziesięć przypadków jest to reakcja na nazwę Uzbekistan… Po co miałbym jechać do Uzbekistanu?!? Rozmówcy zazwyczaj nie wiedzą, co można zobaczyć w tym środkowo-azjatyckim kraju. Dla ludzi, którzy zetknęli się chociażby z Marco Polo czy pojęciem Jedwabny Szlak, nazwa ta dużo mówi. Obszar ten był ważną częścią szlaku łaczącego Chiny z Europą.

Jedwabny Szlak

Uwagę swą skupię dzisiaj jednak na Samarkandzie, mieście, którego początki na wzgórzu Afrasiab sięgają VIII-VII w p.n.e. Marakanda (pierwotna nazwa Samarkandy, utożsamiana przez naukowców z Afrasiabem)  została otoczona potężnymi murami  w VI w p.n.e. przez Achemenidów (perska dynastia, której kres położył Aleksander Wielki). Tak, miasto to dorównuje wiekiem Wiecznemu Miastu. Z Samarkandy pochodziła żona Aleksandra, Roksana. W VIII wieku n.e. miasto zostało podbite przez Arabów i panującą religią został islam. Kolejnym ważnym momentem w historii miasta było… jego zburzenie przez Czyngis-chana w 1220r. W XIV wieku zostało odbudowane i uczynione stolicą imperium przez Timura (zwanego również Tamerlanem). Od połowy XVI wieku Samarkanda została częścią chanatu bucharskiego i zaczęła tracić na znaczeniu. Kolejną ważną datą jest rok 1868 bo wtedy to miasto zostało zdobyte przez wojska carskie. 8 lat później na scenie zjawia się nasz dzisiejszy bohater…

Leon Barszczewski w mundurze carskiego oficera

Leon Barszczewski urodził się 18 (lub 20) lutego 1849 w Warszawie w rodzinie szlacheckiej pochodzącej spod Suwałk. Rodzina prawdopodobnie musiała opuścić Podlasie w wyniku represji po Wiośnie Ludów. Z Warszawy udali się na Ukrainę do Białej Cerkwi. Rodzice wkrótce zmarli a Leon i jego młodszy brat Wlodzimierz zostali oddani do internatu. Podobno była to standardowa procedura jeśli chodzi o polskie nieprawomyślne rodziny (jak bardzo nieprawomyślna była to rodzina okazało się już wkrótce, bo w 1863r., kiedy to pięciu starszych braci Leona wzięło udział w Powstaniu Styczniowym). Podjął też Leon naukę w gimnazjum wojskowym w Kijowie, po ukończeniu której został w 1866r. wysłany do Junkierskiej Szkoły Piechoty w Odessie. Nie ukończył jej jednak, bo na egzaminie na oficera uniósł się honorem i bronił powstańców styczniowych. Został za to relegowany ze szkoły i wysłany do pułku w Guberni Chersońskiej i Besarabii (teren dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy). To akurat mu wyszło na dobre, bo stacjonując tam nauczył się krawiectwa, szewstwa, stolarstwa, kucharzenia a nawet podstaw medycyny. Nauczył się również niemieckiego i francuskiego i w odróżnieniu od swoich kolegów wydających żołd na alkohol i kobiety, Leon wydawał swoje pieniądze na książki naukowe. W tym też okresie zgłębił tajniki fotografii pod okiem Mikołaja Osipowa.

W marcu 1876 roku wyruszył ze swym oddziałem do Emiratu Buchary. Leon nie krył swego podniecenia i entuzjamu. Jechał na tereny, które jeszcze były pokryte białymi plamami. Tereny, na któych kiedyś przebywał Aleksander Macedoński i Czyngis-chan. Dlatego też zgłosił się na ochotnika. Zadaniem jego i jego oddziału było wytyczanie nowych dróg do Afganistanu i Chin. Dotarcie do Samarkandy zajęło im jedyne 8 miesięcy. Nam przelot z Krymu do Taszkientu zajmie kilka godzin…

W Samarkandzie Leon spędził 20 lat, tutaj poznał  Irenę Niedźwiedzką, którą poślubił w 1880 roku, a która niestety zmarła dziesięć lat poźniej. Miał z nią pięcioro dzieci. W ciągu tych lat zorganizował bądź uczestniczył w ponad dwudziestu wyprawach naukowych. Odkrył złoża turkusów, grafitu, granatów, kryształu górskiego, rudy żelaza, ołowiu, srebra, pokłady węgla kamiennego, złota, ropy naftowej. Jego raporty docierały do przełożonych i do naukowców którzy zaczęli przybywać by brać udział w ekspedycjach. Barszczewski był zafascynowany lodowcami górskimi, poświęcił im kilka wypraw, zdjęcia z których dały mu w 1895r. złoty medal na wystawie w Paryżu. Drugi złoty medal zdobył w 1901 w Warszawie za widoki miejscowości i portrety mieszkańców Azji.

Zdjęcie zrobione w Samarkandzie

Wyprawy i jego ciekawość świata sprawiły, że bardzo dobrze poznał ludy centralnej Azji. Bardzo często mówił, że „wszystkie przeciwności można pokonać dobrym słowem i serdeczną prostotą”. Takie podejście sprawiło, że dzisiaj możemy podziwiać kilkaset zdjęć przedstawiających scenki sprzed ponad 110 lat. W trakcie swojego pobytu i wypraw zgromadził sporą kolekcję ceramiki. W ten sposób dokonał odkrycia, które powinno go postawić na równi z Heinrichem Schliemannem, odkrywcą Troi czy Arthurem Evansem, odkrywcą pałacu w Knossos. Otóż pewnego dnia zobaczył chłopców rzucających kamieniami  w stare naczynia. Za kilka groszy pokazali mu miejsce, z którego wzięli te naczynia. Myślał, że znalazł pozostałości osady handlowej założonej w czasach Aleksandra Macedońskiego, zniszczonej przez Mongołów w XIII wieku. W bardzo krótkim czasie odkopał fragmenty naczyć, statuetki, duże srebrne pudło z ozdobami kobiecymi z perłami i ze złota.

Leon Barszczewski w pracowni-gabinecie

Zanim rozpoczął drugi etap prac, przejrzał wszytkie dostępne źródła historyczne. Dalej nie zdawał sobie sprawy z wagi swojego odkrycia. Odkopał kilka ulic, domów, znalazł przedmioty, które wg Leona mogły pochodzić sprzed naszej ery. Zdawał sobie sprawę, że to dopiero część większej osady. Moskwa i Petersburg nie okazały jednak żadnego zainteresowania jego odkryciem. Zjawili się za to Francuzi, którzy chcieli odkupić wszyskie artefakty znalezione przez Barszczewskiego, ten się jednak na to nie zgodził i odsprzedał tylko ich część. Za fundusze uzyskane ze sprzedaży otworzył kopalnię węgla w Samarkandzie. Resztę eksponatów podarował miastu jako zalążek przyszłego muzeum. Do końca życia nie zdawał sobie sprawy z tego, że odkrył starożytną Samarkandę.

Afrasiab (Marakanda)

Gruntowne badania archeologiczne zostały przeprowadzone dopiero w latach 60-70-tych ubiegłego wieku. Oczywiście żadna publikacja z tego okresu nie wspomina Barszczewskiego jako odkrywcy. Kto by się przejmował jakimś Poliakiem…

W czasie swego pobytu w Samarkandzie oddał wiele zasług Imperium. Odkrył wiele złóż surowców. Został czonkiem Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu oraz Rosyjskiego Towarzystwa Aklimatyzacji Geologicznej i Botanicznej w Moskwie. Otrzymał wiele odznaczeń, m.in. Złotą Gwiazdę Emira Buchary oraz inne carskie odznaczenia. Został mianowany podpułkownikiem i droga do kariery stała otworem jeśli… Leon zgodziłby się przejść na prawosławie. Podobno na propozycję tę odpowiedział telegramem: Nie zgadzam się. Jestem Polakiem i pozostanę katolikiem…

To było prawdopodobnie powodem wysłania Barszczewskiego na nową placówkę – do Siedlec. Już nigdy miał nie zobaczyć swojej ukochanej Azji. Nie było Barszczewskim łatwo. Mówili oczywiście po polsku ale z mocnym akcentem. Sympatii Siedlczan nie pomogła zdobyć mowa, którą Leon wygłosił przed odjazdem na wojnę rosyjską-japońską, a w której mówił, że jego obowiązkiem jest wypełnianie rozkazów (chyba inną definicję obowiązku mieli na myśli Polacy mieszkający w Siedlcach). Mowę tę wygłosił… po rosyjsku. Wydarzenie to sprawiło, że początki Żeńskiej Szkoły Handlowej (fundusze uzyskał Leon z kopalni w Samarkandzie) założonej przez Barszczewskiego były trudne. Na 200 zgłoszonych dziewcząt, zjawiło się 16. Jednakże wysoki poziom edukacji przyciągnął z czasem większą ilość zainteresowanych.

W 1906 roku Leon przeszedł na zasłużoną emeryturę. 22 marca 1910, niesłusznie oskarżony o przywłaszczenie wojskowych funduszy, broniąc swego honoru, popełnił samobójstwo w hotelu w Częstochowie. Pochowany został na miejscowym cmentarzu, skąd jednak przeniesiony został na Stare Powązki w 1995 roku.

Grób Leona Barszczewskiego na Starych Powązkach

Pozostawił po sobie sporą kolekcję zdjęć centralno-azjatyckich chanatów. Posiadał podobno Leon Barszczewski również talent pisarski, niestety prawie nic z jego zapisek się nie zachowało bądź są one niemożliwe do odczytania. Spadkobiercą Leona Barszczewskiego jest jego prawnuk p. Igor Strojecki. W ubiegłych latach odbyło się kilka wystaw w Polsce pokazujących osiągnięcia polskiego odkrywcy starożytnej Samarkandy. Uzbekistan staje się coraz bardziej popularny wśród turystów, ale jestem pewien, że poza turystyczną Samarkandą można zobaczyć jeszcze kawałek tej Azji, którą tak bardzo pokochał Leon Barszczewski.

Registan z medresami. Zdjęcie współczesne

Categories: Biogramy | Tagi: , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Kawałek Polski

Dziś mija 69-ta rocznica śmierci gen. Sikorskiego, który zginął w tzw. katastrofie gibraltarskiej. Ale bez obaw, nie zamierzam rozprawiać na temat katastrofy, tudzież zamachu. Postanowiłem uczcić pamięć Generała w inny sposób – zachęcając Was do odwiedzenia Instytutu Polskiego i Muzeum Sikorskiego w Londynie.

Hol główny Muzeum

Muzeum jest domem dla wielu eksponatów, pamiątek po żołnierzach, politykach i cywilach. Budynek Muzeum został zakupiony na właność tuż po wojnie; znajduje się na 20 Princess Gate i jest oddalone o 5 minut od zaglębia muzelanego na South Kensington. Muzeum jest czynne Wt-Pt między 14 a 16, a także w 1-szą sobotę miesiąca w godzinach 10:30-16:00.

Myślę, że dwie godziny to o wiele za mało, żeby wszystko dokładnie obejrzeć, ale jest spora szansa, że w tygodniu będziecie jedynymi gośćmi, tak jak w moim przypadku. Cała uwaga oprowadzającego, p. Romualda Kostrzewy była skupiona na mnie i moim bracie. Wierzcie mi, że p. Romuald ma wystarczająco wiedzy na 20-godzinną sesję… Uraczył nas wieloma opisami eksponatów, zabawnymi historyjkami i prawdę mówiąc, momentami czułem się przeniesiony w czasie. Smaczku dodaje fakt, że p. Romuald sam jest weteranem, swój szlak bojowy rozpoczął w 1943 w Pułku Ułanów Karpackich (pułk walczył w Afryce Północnej a poźniej we Włoszech).

Była jednak jedna rzecz, która mnie zasmuciła. Według p. Romualda „nowa” emigracja nie odwiedza Muzeum… Nie mogłem w to uwierzyć, przecież to jest kawałek Polski i to tej prawdziwej. Kiedy pokolenie naszych rodziców było wychowywane w kłamstwie, tam trwała Polska i Polacy, którzy wiedzieli, że wkroczenie Sowietów wcale nie oznacza końca okupacji. I przez cały okres komuny te „zaplute karły reakcji” (określenie wykute w PRL-u) dbały o to, żeby pamięć o prawdziwej historii się nie zatarła.

Budynek ma 2 piętra i dosłownie każdy metr kwadratowy jest wykorzystany. Pokażę teraz kilka wybranych „smakołyków”.

Zwiedzanie zaczynamy od Sali gen. Sikorskiego.

Obraz gen. Sikorskiego i plakiet z jego samochodu

Biurko gen. Sikorskiego

Niektórzy z Was zapewne słyszeli historię o ładowniczym Wojtku, niedźwiedziu służącym w 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie gen. Andersa. Niedźwiadek kupiony za parę konserw został wciągnięty w stan ewidencyjny kompanii, a żołd pobierał w… piwie i papierosach. Przeszedł ze swoją kompanią  szlak bojowy z Iranu do Włoch. Po wojnie, po demobilizacji Wojtek został oddany do zoo w Edynburgu, gdzie zdechł w 1963r. Podobno do końca bardzo się ożywiał, kiedy słyszał język polski wśród zwiedzających ogród.

Niedźwiedź Wojtek

Największą chyba wartość w Muzeum mają sztandary. Znajdują się tu zarówno sztandary PSZ (Polskie Siły Zbrojne) jak i sztandary z Września 1939r.

Sztandar 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego odznaczony przez królową Holandii Beatrix Orderem Wojskowym Wilhelma

Sztandar brygady został uszyty w Warszawie z jedwabiu z płaszcza kardynała Dunajewskiego żyjącego w XIX wieku. Poświęcony został również w Warszawie w 1942 i dopiero 2 lata później trafił z Polski do Anglii.

Zapewne wielu z Was widziało już to zdjęcie:

Flaga polska na ruinach klasztoru Monte Cassino

18 maja 1944 patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich jako pierwszy wkroczył do ruin klasztoru zatykając na murach proporzec pułku a następnie polską flagę.

Powiem tylko, że byłem bardzo wzruszony robiąc poniższe zdjęcia.

Ten proporczyk pierwszy załopotał nad ruinami

A to jest flaga, którą zobaczycie w każdym podręczniku do historii…

Wspomniałem o różnych anegdotach opowiedzianych przez p. Romualda. Na zdjęciu poniżej widzicie regulaminową szablę kawalerii polskiej wz.34. Niby nic wyjątkowego w niej nie ma poza faktem, że została znaleziona w niemieckim czołgu w… Afryce Północnej 🙂

Szabla kawalerii wz.34

Z samych tylko zdjęć, które zrobiłem, mógłbym pracę napisać, ale chodzi mi o to, żebyście Wy poszli i zobaczyli na własne oczy. Jeśli będziecie z wizytą w Londynie, poświęćcie 2 godziny swojego niezwykle cennego czasu na lekcję historii. Nie wydawajcie 17 funtów na Gabinety Wojenne Churchilla (strata czasu i pieniędzy), tylko idźcie do Muzeum Sikorskiego.

Muzeum nie otrzymuje żadnego wsparcia ani od rządu brytyjskiego ani polskiego, utrzymuje się z datków, darowizn i zapisów. Na miejscu możecie zakupić pamiątki albo książki (kart nie akceptują) i nie zapomnijcie o hojnym datku, który się składa do skarbonki zrobionej z… łuski z ORP Piorun.

Datki tu wrzucamy 🙂

Categories: Różności | Tagi: , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: